Dobra koniunktura i techniczne sygnały kupna płynące z rynków zagranicznych w końcu przełożyły się na solidną zwyżkę na naszej giełdzie. Być może lepiej byłoby użyć słowa "istotną", bo ważniejsze są nie tyle rozmiary wzrostu, co miejsce, w którym się zdarzył. Po wczorajszej sesji WIG20 definitywnie rozprawił się z czerwcowym szczytem. Wprawdzie osiągnięte wtedy 1735 pkt zostało przekroczone już w piątek, ale dopiero wczoraj sygnał ten został poparty obrotami. Nie ma więc wątpliwości, że podobnie jak za granicą, również u nas rynek akcji znalazł się w krótkoterminowym trendzie wzrostowym.
Uwaga rynku skupia się na największych spółkach: najwyższe obroty miały wczoraj papiery PKN Orlen (80 mln zł), TP (60 mln zł), KGHM (40 mln zł) i Pekao (32 mln zł). Na firmy te przypadło 75% obrotu akcjami spółek z WIG20 i 60% wymiany na całym rynku. Oczywiste wytłumaczenie tego faktu jest jedno: agencja Standard & Poors podała do wiadomości, że możliwe jest podwyższenie perspektywy ratingu dla Polski (jeśli rząd wdroży reformy fiskalne). Ta sama agencja ostrzegła też przed możliwym obniżeniem ratingu lokalnego dla Węgier. Reakcja rynków finansowych była błyskawiczna - węgierski BUX stracił 1,3%, WIG20 1,5% zyskał. Teza o przeprowadzce kapitału z Węgier do Polski jest od pewnego czasu dość popularna, pytanie tylko, na ile prawdziwa. Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby zachodni kapitał nie potrafił jednocześnie obsłużyć dwóch płytkich rynków. Wczorajszą zwyżkę wiązałby raczej z naszymi krajowymi graczami instytucjonalnymi, którzy po tym, jak doszli do wniosku, że za dużo pieniędzy odłożyli na PKO BP, postanowili część zamienić na akcje. Szczególnie że spodziewają się pomocy ze strony zagranicy. Tę kusić może nie tylko lepszy rating, ale także przyzwoity projekt budżetu, w którym po raz pierwszy od lat zaplanowano obniżkę deficytu.
Bez względu na to, kto wczoraj kupował akcje, WIG20 ma otwartą drogę do kwietniowego szczytu na 1869 pkt. Duże spółki wyglądają w tej chwili lepiej od średnich.