Specyficzny charakter mają ostatnie sesje na warszawskim parkiecie. Każdego dnia notowania mają jakiś feler - a to obroty za małe, a to zwyżkę zawdzięczamy jednej, dwóm spółkom, a to wzrost następuje w samej końcówce sesji. Nie przeszkadza to jednak we wzroście indeksów. Wczoraj więcej spółek z WIG20 straciło na wartości niż zyskało, ale indeks zamknął się na plusie. Tym razem wzrost był możliwy dzięki BPH.

Indeks największych firm przez ostatni miesiąc zyskał ponad 100 pkt. To największy wzrost od wiosny tego roku. Jednak jeśli spojrzymy na wykres A/D Line, jednego z najpopularniejszych wskaźników mierzących szerokość rynku widać, jak bardzo się on zwężył. Indeks cenowy bije rekordy, WIG jest bardzo blisko historycznego maksimum, a A/D Line ledwo oddalił się od sierpniowego dołka. Na pewno nie jest to objaw siły kupujących. Znacząco zmniejsza szanse na dalsze solidne zyski.

Kluczowym czynnikiem, jaki pobudził popyt na nasze akcje w ostatnich tygodniach, była poprawa notowań na głównych giełdach światowych. Kontrastowała ona z napływającymi danymi makroekonomicznymi oraz ostrzeżeniami ze strony spółek. W sprzeczności z nimi stało też wczorajsze wystąpienia Alana Greenspana. Choć kreślił on optymistyczny obraz amerykańskiej gospodarki, to indeksy nie zyskały. Można powiedzieć - takie jest prawo trendu bocznego, że pojedyncze informacje w niewielkim stopniu determinują bieżące notowania. Niewykluczone jednak, że inwestorzy nie do końca uwierzyli w te zapewnienia. To mogłoby zapowiadać zwiększenie wrażliwości rynków na kolejne negatywne informacje.

Ostrzeżenie agencji Standard&Poor?s o możliwym obniżeniu ratingu Węgier schłodziło nastawienie do tamtejszych akcji. Po dwóch sesjach spadku BUX znalazł się na najniższym poziomie od dwóch tygodni. Biorąc pod uwagę, że w sumie indeks stracił niecałe 2%, dobrze to obrazuje skromną skalę wcześniejszej zwyżki. Dane o tempie wzrostu PKB w naszym kraju w II kwartale są kolejnym czynnikiem wskazującym na ochłodzenie koniunktury w drugiej połowie roku.