- Mamy zdecydowanie za wysokie wydatki, które prowadzą do zbyt dużych podatków, a te z kolei hamują rozwój gospodarczy i zwiększają bezrobocie - stwierdził L. Balcerowicz, odnosząc się do przyjętego przez rząd projektu ustawy budżetowej. - Należy położyć nacisk na ograniczenie wydatków - podkreślił. Jego zdaniem, do tego, aby państwo mogło sprawnie funkcjonować, wystarczą wydatki budżetowe na poziomie 10% PKB. - U nas jest to 47% - powiedział szef NBP. - To euroskleroza na wczesnym etapie rozwoju - dodał.
- Jestem przeciwny automatycznemu obniżaniu wydatków - powiedział z kolei wicepremier Jerzy Hausner. Jego zdaniem, obniżając wydatki, rząd mógłby ograniczyć popyt w gospodarce, a tym samym zdławić ożywienie.
Według L. Balcerowicza, projekt budżetu na 2005 r. nie oddala Polski od unii walutowej, ale jest "niewystarczający", abyśmy nie zostali daleko w tyle za takimi państwami, jak Litwa, Słowenia, Estonia czy Łotwa. Kraje te podjęły już kroki w dziedzinie naprawy finansów publicznych, aby przyjąć euro możliwie najszybciej, tj. w 2007 r. Szef NBP poinformował, że Rada Polityki Pieniężnej przedstawi opinię do budżetu do końca tego miesiąca. - Jesteśmy w początkowej fazie analiz - stwierdził.
Przyjęty wstępnie w czwartek przez rząd projekt ustawy budżetowej na 2005 r. przewiduje, że deficyt wyniesie 35 mld zł wobec 45,3 mld zł w tym roku. Dochody mają wynieść 172,78 mld zł (154,55 mld zł zapisane w ustawie na rok 2004). Rząd zakłada, że wydatki wyniosą 207,78 mld zł wobec 199,85 mld zł w 2004 r.