Reklama

Sarko na prezydenta

Wiele wskazuje na to, że następnym prezydentem Francji będzie Nicolas Sarkozy. Francuzi pieszczotliwie nazywają go Sarko. W najnowszych sondażach opinii publicznej sympatię do niego deklaruje prawie cały elektorat prawicowy i połowa tych, którzy głosują na lewicę.

Publikacja: 11.09.2004 08:06

Syn węgierskiego emigranta Nikolas Sarkozy nie skończył jeszcze 50 lat, a jest już ministrem finansów i gospodarki oraz ministrem stanu, czyli wicepremierem francuskiego rządu. Miał 19 lat, gdy powiedział, że interesuje go tylko jedno: zostać prezydentem Francji.

Jaki czas pracy we Francji?

Sarkozy lubi o sobie mówić, że jest liberałem. Opowiada się za zniesieniem wprowadzonego przez socjalistów 35-godzinnego tygodnia pracy, bo słusznie zauważa, że Francji nie stać na taki luksus. Przy czym nie chce zupełnie likwidować tej zasady, a jedynie dopuścić do stosowania jej według uważania. Jeśli jakieś przedsiębiorstwo może sobie pozwolić, by pracownicy byli w nim zajęci jedynie przez 35 godzin w ciągu tygodnia, to jego sprawa. Natomiast nie można innym firmom zabraniać wydłużania czasu pracy.

Sarkozy ostro skrytykował metodę przyjętą w zakładach Siemensa w Niemczech, gdzie przywrócono 40-godzinny tydzień pracy z wynagrodzeniem za 35 godzin w zamian za rezygnację zarządu z przeniesienia produkcji na Węgry. Sarkozy nazwał to szantażem, który byłby we Francji nie do przyjęcia. Ale rozwiązanie tego problemu we Francji nie będzie łatwe. Wprawdzie 59% Francuzów uważa, że 35 godzin pracy w tygodniu to za mało, by przyspieszyć wzrost gospodarczy, ale 70% twierdzi, że to dobre rozwiązanie. Sarkozy zaraz po objęciu stanowiska ministra finansów i gospodarki powiedział, że skracając czas pracy Francja sama "strzeliła sobie w nogę", jednym posunięciem ograniczając i podaż, i popyt.

Nieco na lewo

Reklama
Reklama

od Tony?ego Blaira

Sarko nie kryje podziwu dla Tony?ego Blaira, ale niektóre poglądy i decyzje sytuują go nieco na lewo od brytyjskiego socjaldemokraty. Proponuje zlikwidowanie dodatkowego wynagrodzenia za godziny nadliczbowe i uważa, że należy znieść obowiązujący we Francji zakaz otwierania sklepów w niedzielę. Ale też nie próbuje nawet ukrywać, że jest zwolennikiem interwencji państwa w gospodarkę.

Słusznym posunięciem była, jego zdaniem, rządowa subwencja, która uratowała przed bankructwem Air France. To on pilotował fuzję przedsiębiorstwa farmaceutycznego Sanofi z francusko-niemiecką firmą z tej branży Aventis. Przy czym pilnował, by połączona firma nie dostała się pod niemiecką kontrolę. Wcześniej zaś stanowczo zablokował usilne próby szwajcarskiego Novartisu, który też miał apetyt na Aventis.

Udana obrona Alstomu

Burzę w stosunkach francusko--niemieckich i napięcie w Brukseli wywołała sprawa Alstomu. To największe francuskie przedsiębiorstwo przemysłowe stanęło na krawędzi bankructwa. Korzystając z okazji niemiecki Siemens chciał "pomóc", przejmując część energetyczną koncernu. Ale rząd w Paryżu zdecydował się na ratowanie Alstomu przy wykorzystaniu wyłącznie francuskich środków. Po długich negocjacjach z Komisją Europejską, Bruksela zgodziła się w końcu na to, by koncern został dokapitalizowany przez francuskie banki, ale także z budżetu. Pod jednym warunkiem - że po 2008 r. wystawi na publiczną sprzedaż część swoich udziałów.

Daje to Alstomowi i rządowi sporo czasu na działania naprawcze. Niewykluczone że udziały w zakładach produkujących szybkie pociągi TGV oraz turbiny przypadną nie Siemensowi, który właśnie na nie miał chrapkę, ale na przykład francuskiemu przedsiębiorstwu Arena. Szef Siemensa, bardzo w Niemczech szanowany Heinrich von Pierer, już zagroził wystąpieniem na drogę sądową w przypadku utrzymywania się protekcjonistycznych praktyk francuskiego rządu. Jeszcze ostrzej zareagował kanclerz Gerhard Schroeder. Politykę ministra Sarkozy?ego określił jako "ekstremalnie nacjonalistyczną". Oburzenie kanclerza było tym większe, że sam był ostro krytykowany przez koła przemysłowe, niezależnych ekonomistów, a także związki zawodowe za brak zdecydowania w sprawie francusko-niemieckiej firmy farmaceutycznej Aventis. Sarkozy był o wiele bardziej zdecydowany i Aventis padł łupem Sanofi, aczkolwiek nie za darmo, bo za 55 mld euro.Podważanie

Reklama
Reklama

osi Paryż-Berlin

Protekcjonistyczne działania Sarkozy?ego mają wszelkie cechy przeciwstawiania się nieformalnemu porozumieniu francusko-niemieckiemu (do którego dokooptowano Wielką Brytanię), polegającemu na podziale zasadniczych gałęzi przemysłu między te największe europejskie gospodarki i zmuszenie pozostałych członków Unii Europejskiej, by swoje poczynania dostosowali do tego podziału.

Zapewne francuski minister finansów doszedł do wniosku, że w obecnej Unii zagrożeniem dla interesów jego kraju jest zbyt wielka siła gospodarcza Niemiec i zbyt wielkie ich wpływy polityczne. W czerwcowym wywiadzie dla "Financial Times" i "Les Echo" Sarkozy jako pierwszy otwarcie powiedział, że wprawdzie oś francusko-niemiecka jest bardzo ważna, ale przyszedł czas, by skończyć z wyłącznością tego dialogu. - W Europie dwudziestu pięciu jest sześć krajów - Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania i Polska - które muszą rozwiązywać te same problemy. Myślę, że w przyszłości wszystkie te kraje będą musiały więcej wspólnie pracować - stwierdził Sarkozy.

Walka o podatki

korporacyjne

Zanim jednak do tej współpracy dojdzie, Sarkozy zawzięcie broni francuskich i przy okazji niemieckich interesów. Nie ukrywa, że jego rząd chce odebrania unijnych funduszy strukturalnych tym krajom, które stosują niższe podatki dla przedsiębiorstw. Wśród zagrożonych takimi restrykcjami jest również Polska. U nas stawka tego podatku wynosi 19%, w porównaniu z 34,3% we Francji i 38,3% w Niemczech. Z argumentacją Paryża i Berlina zdecydowanie nie zgadza się Komisja Europejska. - Polityka podatkowa należy do wyłącznych kompetencji państw członkowskich i zmiana tej zasady wymaga jednomyślności wszystkich członków Unii - powiedział Gil Gantelet, rzecznik Komisji do spraw polityki regionalnej. A Jonathan Todd, rzecznik ds. rynku wewnętrznego i polityki podatkowej, stwierdził wprost, że kraje o niższym poziomie rozwoju gospodarczego mają prawo przyciągać inwestorów właśnie poprzez ustalanie niższych stawek podatku korporacyjnego. Nicolas Sarkozy stanowczo nie zgadza się z taką argumentacją. - Nie można pozwolić, by niektóre państwa w Europie mówiły: "stać nas na obniżenie podatków", niekiedy nawet do zera. A jednocześnie prosiły kraje starej Unii o wypłacanie im pomocowych funduszy strukturalnych, które moglibyśmy użyć na rozwój naszych regionów - mówił w wywiadzie dla telewizji TF1. Między innymi ta kwestia jest tematem obecnego nieformalnego spotkania ministrów finansów w Hadze.

Reklama
Reklama

W trosce o konsumentów

Sarkozy energicznie broni nie tylko interesów francuskich przedsiębiorstw i budżetu na forum międzynarodowym. Dba też o rodzimych konsumentów. Wielkim jego sukcesem było wymuszenie na supermarketach obniżenia cen towarów markowych o 2% od początku roku szkolnego i o kolejne 5% od 1 styczna 2005 r. Ma to ulżyć nie tylko klientom, ale przyczynić się też do przyspieszenia wzrostu gospodarczego Francji, gdzie ponad połowę produktu krajowego brutto generują wydatki konsumentów. A łatwiej i w rezultacie więcej wydaje się, gdy ceny są choć trochę niższe.

Niedoszły zięć Chiraca

I za to, a przede wszystkim za błyskotliwość jego kariery Francuzi lubią swojego ministra finansów, a niektórzy uwielbiają. Popularności niewątpliwie przysparzają mu chwytliwe hasła programowe. Przy wielu okazjach cytowane jest na przykład takie zdanie: - Mówić, co robię, i robić, co mówię, to moja metoda. Kłamstwa na nic się nie zdają. Francuzów nie da się przechytrzyć. A w kontekście wyborów prezydenckich, w których Sarkozy będzie zapewne głównym kandydatem prawicy i które ma szanse wygrać, przytacza się takie oto jego powiedzenie: Francja oddaje się temu, kto najbardziej jej pożąda.

Faworyt Francuzów nie jest ulubieńcem prezydenta Jacquesa Chiraca. Po pierwsze, ze względów osobistych, bo Sarkozy był kiedyś narzeczonym córki Chiraca i przez całe lata był przyjmowany w domu państwa Chiraców niemal jak syn, a w każdym razie prAle z tą panną nie ożenił się. Co gorsza, politycznie zdradził Chiraca, gdy w wyborach prezydenckich w 1995 r. opowiedział się po stronie Eduarda Balladura, ówczesnego premiera, polityka z tego samego obozu, który ośmielił się kandydować odbierając sporo głosów Chiracowi. Ostatecznie przegrał, ale zadra pozostała.

Reklama
Reklama

Otwarta konfrontacja

już blisko

Los Sarkozy?ego wydawał się przesądzony. Trzeba było kilku lat, by Chirac przywrócił do łask młodego i zdolnego mera podparyskiego zamożnego miasta Neuilly. Chyba jednak nie docenił ambicji Sarkozy?ego i jego skuteczności. Jako szef resortu spraw wewnętrznych w ciągu półtora roku zdołał doprowadzić do ograniczenia przestępczości we Francji. Stał się tak popularny, że po wyborach samorządowych i europejskich z kretesem przegranych przez centroprawicę, mówiło się, że zajmie miejsce Raffarina na czele rządu. W końcu otrzymał tekę ministra gospodarki i finansów z zadaniem zredukowania deficytu budżetowego przekraczającego unijne limity. I zaczął od polecenia zmniejszenia budżetu ministerstwa obrony, jednej ze stref zastrzeżonych dla prezydenta Francji.

Chirac próbuje bagatelizować zagrożenie ze strony Sarkozy?ego. Niedawno powiedział o nim: Nie ma między nami różnicy zdań; ja decyduję, on wykonuje. Minister odpowiedział: Wykonuję decyzje szefa państwa, bo się z nimi zgadzam - i dodał, że nie zasłużył na tak ostre słowa. Do otwartej konfrontacji może dojść już tej jesieni przy okazji wyboru nowego szefa prezydenckiej Unii na rzecz Ruchu Ludowego. Kandydatem Chiraca jest premier Jean-Pierre Raffarin. Ale o wiele większe poparcie ma już teraz Sarkozy. I nie ukrywa, że pozycja przewodniczącego tej partii byłaby dla niego wymarzoną dźwignią do objęcia najwyższego urzędu w państwie. Dla niej bez żalu zrezygnuje z kierowania gospodarką i finansami.

To Niemcy i Francja

Reklama
Reklama

muszą zmienić podatki

- Niemcy i Francja muszą zmienić swoje systemy podatkowe i zmniejszyć stopień opiekuńczości państwa - uważa Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Według Hanny Gronkiewicz-Waltz, uczestniczącej w piątkowym panelu Forum Ekonomicznego w Krynicy poświęconym tematyce podatkowej, rządy Niemiec i Francji podjęły temat unifikacji podatkowej, ponieważ obawiają się, że inwestorzy z tych państw będą przenosić się do innych krajów, takich jak Polska, Węgry, Czechy i Słowacja, gdzie podatki korporacyjne są niższe.

Już na wiosnę tego roku kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder zaczął domagać się harmonizacji podatków i wprowadzenia widełek, co miałoby zapobiegać obniżaniu stawek w nowych krajach Unii. Niższe podatki od zysków przedsiębiorstw określił nawet mianem "dumpingu podatkowego" i skarżył się, że powodują one przenoszenie produkcji przez niemieckie firmy do krajów wschodnioeuropejskich.

Szef francuskiego resortu finansów Nicolas Sarkozy (czytaj szerzej obok) - chce nawet, by kraje mające niskie stawki podatków dla przedsiębiorstw nie mogły korzystać z unijnych funduszy strukturalnych. Propozycje francuskiego ministra skrytykował w Krynicy prezydent Aleksander Kwaśniewski. Harmonizacji stawek podatkowych w Unii Europejskiej przeciwni są również prezes Narodowego Banku Polskiego Leszek Balcerowicz i unijna komisarz Danuta Huebner. W opinii prezesa NBP, z ekonomicznego punktu widzenia harmonizacja jest niczym nie uzasadniona.

Reklama
Reklama

- Jeśli oni chcą zatrzymać przedsiębiorców w swoich krajach, to muszą zmienić cały system podatkowy i zmniejszyć stopień opiekuńczości państwa. To, co my zaczęliśmy robić na początku lat 90., Niemcy i Francja muszą zrobić teraz. Przeprowadzenie dużych reform strukturalnych jest bardzo niepopularne politycznie, ale wykonalne - powiedziała w Krynicy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

PAP

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama