Na światowych rynkach akcji wszystko - bądź prawie wszystko - przebiega po myśli byków. Po dwóch tygodniach wahań inwestorzy przekonali się wreszcie do akcji technologicznych. Nasdaq Composite wystrzelił w górę i podobnie jak pozostałe amerykańskie indeksy znalazł się w krótkoterminowym trendzie wzrostowym. Na początku wczorajszej sesji, po raz pierwszy od półtora miesiąca, przekroczył 1900 punktów. Do najważniejszej spadkowej linii trendu, przy której już znajdują się średnia przemysłowa Dow Jones (DJIA) i S&P 500, brakuje jeszcze około 5%. Posiadacze akcji mają nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z końca czerwca, kiedy mocna zwyżka walorów technologicznych kończyła poprzednią falę wzrostową na rynku.

Decyzja co do przyszłości rynku w krótkim terminie, zapadnie już tym tygodniu. Po pierwszej nieudanej próbie, w poniedziałek po raz kolejny spadkową linię trendu próbuje przełamać DJIA. Jeśli byki po raz drugi nie dadzą rady w ich szeregi może wkraść się niepokój. Podobnie wygląda sytuacja na wykresie S&P 500, choć tutaj ataku na linię poprowadzoną po szczytach z marca i czerwca jeszcze nie było.

Inwestorzy kupują akcje, mimo ostrzeżeń wielu firm, że zyski w trzecim kwartale nie będą już rosły tak szybko, jak na początku roku. Zachęcają ich do tego coraz lepsze prognozy analityków, dotyczące przyszłego roku. Zdanie specjalistów Smith Barney (cześć Citigroup) w przyszłym roku S&P 500 zyska 20%. Z kolei analitycy JP Morgan podnieśli szacunki zysku (operacyjnego) na akcję dla spółek z S&P 500 do 70,5 USD w 2005 roku.

Na zwyżkę za Atlantykiem mocnym wzrostem zareagowały giełdy w Europie. Niemiecki DAX jest coraz bliżej górnego ograniczenia średnioterminowego trendu wzrostowego. Podobnie wygląda sytuacja techniczna francuskiego CAC 40. Największy entuzjazm zapanował na giełdzie w Londynie, gdzie FT-SE 100 miał w ostatni wtorek 4565,6 pkt. To tylko 10 punktów niżej od tegorocznego maksimum z końca kwietnia.