Rynek zdaje się iść na przekór powszechnym opiniom. Do oferty PKO BP miał lekko spadać, a tymczasem rośnie; banki miały być słabe, a są silne. Zagranica ponownie pokazała, że nie interesuje jej konsensus rynku osiągnięty przez krajowych inwestorów co do krótkoterminowych ruchów na naszej giełdzie. Fundusze zagraniczne znalazły sobie modny kierunek swoich inwestycji w postaci trzech rynków regionu (Warszawa, Budapeszt oraz Praga), które urosły w ciągu ostatniego miesiąca o 8-10%. Węgierski BUX po raz pierwszy w historii przekroczył 12 000 punktów. Czeski PX50 na zakończenie wczorajszej sesji znalazł się powyżej kwietniowego wierzchołka.

WIG20 zyskał w ciągu miesiąca prawie 9%, szeroki rynek zaś mierzony indeksem WIG jedynie 7,5% - nie mówiąc już o indeksie małych i średnich spółek MIDWIG, który zaliczył niecałe 6% wzrostu. Największe zdziwienie na rynku spowodował wzrost banków, których indeks poszybował prawie 10% do góry. Liderem był BPH, który wzrósł o 15% i kosztuje najwięcej od czterech miesięcy. Instytucjonalni inwestorzy krajowi w pierwszym okresie pozbywali się akcji banków, robiąc sobie miejsce na pokaźną część z oferty PKO BP, wartej 5-6 mld zł. Zaproponowany przez ministerstwo skarbu podział na transze pokazał, że nadsubskrypcja akcji w części przeznaczonej dla instytucjonalnych inwestorów krajowych może być znacznie większa od pierwotnych założeń (preferowani będą inwestorzy indywidualni). To oznacza mniej papierów PKO BP w portfelach. Dodatkowo rosnący rynek powodował, że debiut nowego banku na giełdzie może być bardzo udany. Dotychczas notowane banki zaczęły być relatywnie tanie - stąd ponowny marsz ku bankowym akcjom (po pierwsze, by się doważyć, a po drugie, kupić tanie akcje).

Jak mawiają "co się odwlecze, to nie uciecze". Dla własnego dobra rynek powinien teraz odpocząć (poziom 1700 punktów dla WIG20 pewnie się obroni). Tym razem banki mogą być najsłabszym ogniwem.