Volkswagen wczoraj rozpoczął negocjacje w sprawie zamrożenia płac dla grupy ponad 100 tys. pracowników. Liczy, że dzięki temu jego koszty w okresie najbliższych kilku lat spadną o 30%. Negocjacje w Bilfingerze weszły właśnie w trzecią fazę. Koncern chce przekonać ok. 800 tys. pracowników budowlanych, żeby pracowali nawet trzy godziny w tygodniu dłużej za te same pieniądze.
Całkiem niedawno porozumienia w sprawie wydłużenia czasu pracy, bez podwyżek, wynegocjowali z pracownikami inni potentaci - Siemens i DaimlerChrysler. - Nie pamiętam o ustępstwach na taką skalę od zakończenia II wojny światowej - mówi Joerg Hinze, ekonomista z instytutu HWWA w Hamburgu. - A to dopiero początek długiego procesu - uważa.
Ale nie tylko w Niemczech przedsiębiorcy szukają oszczędności kosztem pracowników. Włoska Alitalia wczoraj w nocy doszła do porozumienia z pilotami, którzy zgodzili się na wydłużenie czasu pracy i obcięcie pensji. Linie zmniejszą w ten sposób koszty o 52 mln euro rocznie. Sukces jest jednak połowiczny, bo żeby na dobre odsunąć od firmy widmo bankructwa, związki zawodowe muszą się zgodzić na cały program naprawczy, przewidujący zwolnienie 5 tys. pracowników i podział spółki na dwie części.
Przedsiębiorstwa w Niemczech szantażują pracowników, strasząc zwolnieniami lub przeniesieniem produkcji za granicę, jeśli nie będzie zgody na gorsze warunki pracy i płacy. Volkswagen zapowiedział, że cięcia mogą dotknąć nawet 30 tys. zatrudnionych.
Niemieckie związki zawodowe ostrzegają, że przedsiębiorcy sami kopią sobie grób. - Spółki widzą wynagrodzenia tylko jako koszty, ale one oznaczają też siłę nabywczą - mówi Hartmut Meine ze związku IG Metall, który negocjuje z Volkswagenem. W II kwartale popyt wewnętrzny w Niemczech niespodziewanie spadł i tylko dzięki eksportowi gospodarka posunęła się do przodu.