Huragan Iwan, którego resztki wciąż nie opuściły terytorium Stanów Zjednoczonych, spowodował śmierć co najmniej 24 osób i okazał się najgroźniejszym kataklizmem od czasu huraganu Floyd, który uderzył we Wschodnie Wybrzeże 5 lat temu. Tymczasem już wkrótce do Stanów może dotrzeć kolejny huragan Jeanne, a nad równikiem zaczął formować się jeszcze jeden tropikalny front - Karl.
Straty nafciarzy, wydobywających ropę w Zatoce Meksykańskiej, okazały się stosunkowo niewielkie. Meteorologowie zapowiadają jednak, że druga połowa najgorszego sezonu huraganów od ponad 40 lat będzie nie mniej "interesująca" od pierwszej i ceny tego surowaca znowu idą w górę.
Iwan został "zdegradowany" do kategorii tropikalnego niżu, po uderzeniu w północnoamerykański kontynent, ale nie oznacza to, że przestał być groźny. Materialne straty spowodowane przez Iwana okazały się jednak nieco niższe od pesymistycznych szacunków i oceniane są przez firmy ubezpieczeniowe na 3-10 miliardów dolarów. Stało się tak dlatego, że huragan ominął Nowy Orlean i najgęściej zamieszkane obszary w takich stanach, jak Luizjana, Missisipi i Alabama. Zachodnia część Florydy, nazywana ze względu na swój kształt "rączką od patelni"(panhandle), otrzymała od Iwana najpotężniejszy cios.
Trzeba też pamiętać, że to już trzeci wielki kataklizm w ciągu minionych trzech tygodni. Huragany Charley i Frances pozostawiły za sobą, głównie na Florydzie, pasmo zniszczeń ocenianych w granicach 11-13 miliardów USD. Kolejne tropikalne burze i huragany mogą znacznie pogorszyć sytuację. Jeanne przeszła już nad Dominikaną i Portoryko i za kilka dni może uderzyć w Stany Zjednoczone - tym razem w północno-wschodnią Florydę, Georgię i obie Karoliny.
Ekonomiści obawiają się także długofalowego wpływu groźnego sezonu huraganów na gospodarkę Florydy, która corocznie zarabia na turystyce ponad 50 mld USD.