Piątek był ostatnim dniem notowania wrześniowych kontraktów (FW20U4) na indeks WIG20. Spoglądając na wykres można powiedzieć, że odeszły one z pompą. Długa biała świeca to wyraźny sygnał, że strona popytowa chce jak najszybciej przetestować kwietniowe maksima (1891 pkt). Patrząc na zachowanie rynku terminowego na przestrzeni ostatniego miesiąca, kiedy to tylko raz, 25 sierpnia, za sprawą zaskakującej podwyżki stóp procentowych przez RPP, mieliśmy większy spadek, trudno nie wierzyć w realizację takiego scenariusza. Zwłaszcza, że poza dość słabym oporem, jaki na wykresie kontynuacyjnym tworzy połowa czarnej świecy z 22 kwietnia br., po drodze nie ma innych barier. Natomiast jest cała masa przesłanek wskazujących na kontynuację wzrostów. Począwszy od przewagi białych korpusów, poprzez utrzymujące się sygnały kupna na podstawowych wskaźnikach i czynniki fundamentalne, a na analogii do rynku węgierskiego kończąc.
W tej sytuacji właściwie postawione pytanie powinno brzmieć, nie czy dojdzie do testu kwietniowych szczytów, ale czy dojdzie do ich przełamania. Patrząc na rynek przez pryzmat analizy technicznej, raczej nie można mieć wątpliwości. Sygnały kupna są dość czytelne, a podaż bierna. Ciężko więc prognozować chociażby utworzenie podwójnego szczytu zwiastującego nadejście bessy. Mogłyby go sprowokować jakieś wydarzenia pozagiełdowe. Tylko jakie? Światowe rynki, a właściwie nadające im ton giełdy amerykańskie, może nie mają się najlepiej, ale w najbliższym czasie nie zapowiada się na jakąś tragedię (dopóki gospodarka nie zacznie wyraźnie hamować). Tragedii też nie widać w polskiej polityce. Rząd prof. Belki najprawdopodobniej dostanie powtórne wotum zaufania, więc kwestie polityczne zostaną odłożone przynajmniej o pół roku. Spokojnie więc można czekać na dalsze wzrosty.