Matav to drugi co do wielkości, po Telekomunikacji Polskiej, koncern telekomunikacyjny w naszym regionie. Redukcję zapowiada przede wszystkim w powoli tracącym na znaczeniu dziale połączeń stacjonarnych. Z tej jednostki ma odejść prawie 2600 osób. Już w ubiegłym miesiącu Matav wstępnie informował, że zamierza przeprowadzić zwolnienia, a na pokrycie kosztów odpraw przeznaczy w br. 22,7 mld forintów (111,6 mln USD). Potrzebował do tego porozumienia ze związkami zawodowymi, i takie zostało w ostatnich dniach osiągnięte. Zarząd spółki obiecał m.in., że ok. 800 spośród zwalnianych pracowników znajdzie zatrudnienie na umowę-zlecenie oraz że do kwietnia przyszłego roku średnie wynagrodzenie w firmie wzrośnie o 5,6%.

Zwolnienia mają spowodować, że do końca 2006 r. spółka zaoszczędzi ok. 19,5 mld forintów. Działalność jednostki specjalizującej się w telefonii stacjonarnej ma zostać całkowicie zreorganizowana, tak by zwiększyła się jej rentowność. Węgierski koncern chce, by liczba obsługiwanych linii stacjonarnych na jednego pracownika wzrosła do 500 na koniec 2006 r., co byłoby zbliżone do zachodnioeuropejskich standardów.

Głównym celem spółki jest jednak zdobywanie klientów na rynku telefonii komórkowej, na którym robi się coraz ciaśniej. Na Węgrzech, oprócz Matavu działają też operatorzy kontrolowani przez brytyjski Vodafone, norweski Telenor i amerykańską instytucję finansową - AIG.

Zwolnienia w Matavie to część strategii właściciela - Deutsche Telekom. Niemcy ograniczają zatrudnienie nie tylko w węgierskiej spółce. Dotyczyć ma to też m.in. koncernów telekomunikacyjnych z Chorwacji i Macedonii. Do tej pory potentat z centralą w Bonn może być zadowolony z węgierskiej spółki, notującej systematyczną poprawę wyników. W II kwartale Matav zarobił 16,21 mld forintów, o 2 miliardy więcej niż rok wcześniej.