Piątkowy rekord WIG to był łabędzi śpiew byków. Od trzech dni drepczemy w miejscu, ale właściwie trudno jest mówić o korekcie. Ultra optymiści utrzymują, że to wszystko, na co stać niedźwiedzie. To znaczy mamy korektę "w biegu", która zdarza się w czasach bardzo silnych trendów. Ten podobno taki jest.
To bardzo optymistyczne założenie. Trudno pozbyć się wrażenia, że uczestniczy w nich bardzo wąska grupa spółek. Praktycznie tylko PKN, KGHM i banki. Przyczyn trendu wzrostowego tych ostatnich nie upatrywałbym w zbliżającej się ofercie PKO BP, ale w spadku rentowności obligacji. Szczególnie widoczny jest na długim końcu krzywej. Dochodowość papierów 5-letnich obniżyła się do 7,27% i jest to najniższy poziom od 22 kwietnia. Na wykresie zwolennicy analizy technicznej dostrzegą głowę z ramionami, która zapowiada kontynuację dotychczasowego trendu. To dobra wiadomość nie tylko dla banków, które posiadają duże ilości obligacji, ale generalnie dla spółek notowanych na GPW. Spadająca rentowność obligacji obniżą atrakcyjność papierów dłużnych i przyciąga do akcji.
Tylko czy przyciąga inwestorów zagranicznych? Opinia, że tak właśnie się dzieje, jest dość powszechna. Podobno to oni kupują polskie akcje. W tym kontekście dużo do myślenia daje wykres kursu Agory. Próba pokonania 55 zł, pierwszej poważnej przeszkody na drodze do długoterminowego trendu wzrostowego sprawiła, że popyt zrejterował. W ciągu kilku tygodni kurs spadł prawie o 10%. Tak nie zachowują się notowania spółki, która ma być jedną z gwiazd tej fazy ożywienia gospodarczego. Dodatkowo niedługo po opublikowaniu pierwszego od dawna sensownego raportu kwartalnego. Być może to tylko chwilowe osłabienie. Tak chyba nie uważa medialny koncern Cox, jeden z ważniejszych udziałowców Agory, który pod koniec sierpnia sprzedał część akcji. Bardzo ciekawie zapowiadają się najbliższe sesji na TP, która również najlepsze ma dopiero mieć przed sobą. Wczoraj, po raz pierwszy od kilku sesji, pojawiła się większa podaż. To chyba nie koniec korekty.