Słabość rynku obserwowana w okolicach 1840 pkt znajduje swoje uzasadnienie w dwóch powodach natury "technicznej". Pierwszym jest opór stwarzany poprzez środek najdłuższego od wielu miesięcy czarnego korpusu, wzmocniony luką bessy (1850 pkt) z kwietnia br. Drugim domniemanym sprawcą schłodzenia nastrojów jest wypełniony zasięg aprecjacji wynikający z szerokości 3-miesięcznego kanału, w jakim wykres pochodnej poruszał się od 25 maja. Podaż, na razie, nie jest zbyt agresywna, choć pewność siebie sprzedających wzmacnia bliskość ww. oporów.

Ich aktywność mogłaby wzrosnąć z chwilą przełamania najszybszej, 5-tygodniowej linii trendu wzrostowego położonej w rejonie wsparcia na 1815 pkt. Zepchnięcie posiadaczy długich pozycji do defensywy nie będzie jednak łatwe. Nawet jeśli ta tak istotna linia trendu zostałaby przebita, to tuż poniżej położona jest następna, wolniejsza linia trendu. Pokrywa się ona z EMA-13, poziomem 1800 pkt, a także podstawą białego korpusu z piątku, który jest trzonem układu harami. W tego typu konsolidacjach kurs staje się zakładnikiem długiego korpusu, a ceny poruszają się w jego obrębie. Na potwierdzenie tego faktu w środę kontrakt ukształtował szpulkę. Bocznemu ruchowi między 1804 pkt i 1830 pkt sprzyja także znaczne wykupienie wskaźników szybkich.

W dłuższym terminie, wskutek pokonania 62-proc. zniesienia wiosennej bessy przed rynkiem otwarła się perspektywa ataku na kwietniowy szczyt. Paradoksalnie jednak największym wrogiem byków wydaje się graniczące z pewnością przekonanie, że do tego dojdzie. Optymizm widać zwłaszcza na wykresie spreadu, gdzie doszło do przełamania linii 8-miesięcznego trendu spadkowego. To kolejny argument za tym, że "właściwy" atak na szczyt może zostać poprzedzony męczącą konsolidacją.