Rynek stał się zbyt optymistyczny. W ostatnich dniach wszyscy inwestorzy czy też dziennikarze, z którymi rozmawiam, pytają o dalsze umocnienie PLN. Opinia, że euro/złoty spadnie do poziomu 4,20, stała się wręcz powszechna.

Stara prawda rynkowa mówi żeby kupować, kiedy leje się krew, gdy jest duża niepewność i sceptycyzm, podczas gdy sprzedawać należy wtedy, gdy kupować chcą już wszyscy. O ile na razie nie widzę fundamentalnych czynników zagrożenia dla złotego, o tyle ryzyko korekty staje się coraz większe. Rynek staje się coraz bardziej "długi" w PLN. Dopóki popyt na złotego pochodzi ze strony długoterminowych graczy (co ma według mnie wciąż miejsce) ryzyko głębszej korekty jest ograniczone. Jednak na rynek wchodzi również bardzo wielu krótkoterminowych spekulantów. Ich pozycje są bardzo wrażliwe na osłabienie PLN. W ten właśnie sposób buduje się potencjał do przyszłej korekty złotego.

Długoterminowy trend złotego pozostaje wzrostowy i wciąż uważam, że złoty będzie mocniejszy w perspektywie kolejnych miesięcy. Na razie jednak (tak po prostu dla zasady, na przekór wszystkim) obstawiałbym przynajmniej wyhamowania impetu wzrostu PLN. Wydaje mi się jednak, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz "nudnego, męczącego boczniaka".