Czy rynek nagle stał się przewidywalny? Czy możliwe jest skuteczne prognozowanie? Oczywiście. Schemat, w którym ostatnio poruszają się notowania, jest niezwykle czytelny. Napływa kapitał zagraniczny - notowania rosną. Czasem następuje chwilowa przerwa w dopływie świeżego pieniądza i mamy korektę. Lokalną. Taką w sam raz, żebyśmy zdążyli dokonać przegrupowania w portfelach i załapać się na nową, zyskowną falę. Jakież to proste!
A trochę poważniej - nie dalej jak w piątek część ankietowanych analityków uważała, że przed końcem roku pobijemy historyczny rekord. Nawet, jeśli im się pomyliło i mieli na myśli kwietniowy szczyt na 1870 pkt, to także ten scenariusz stał się teraz troszeczkę mniej prawdopodobny. Nie wierzę też w dość oczywistą płytką korektę i powrót do trendu wzrostowego. Obstawiam albo jakiś większy i szybszy ruch w dół niż nam się to wszystkim w tej chwili wydaje, albo dłuższą konsolidację. Dość często w tym roku się zdarzało, że kiedy obroty przekraczały 400 mln zł (na spółkach z WIG20), kształtowaliśmy lokalny szczyt. Dodatkowo przebita została dość stroma linia trendu wzrostowego. Choć akurat do tego sygnału nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi, właśnie ze względy na nachylenia prostej.
Wskazówką o nieco większym ciężarze gatunkowym jest spadek WIG. Wybicie ponad kwietniowy wierzchołek, a następnie powrót poniżej jego poziomu, połączone ze spadkiem poniżej linii trendu, to może być klasyczne naruszenie oporu. Sygnały sprzedaży pojawiły się na niektórych wskaźnikach krótkoterminowych. Poniżej średniej spadł MACD.
Jak punkt docelowy spadku ciekawie wygląda 1735 pkt, gdzie znajduje się szczyt z końca czerwca, oraz 50-proc. zniesienie ostatniej zwyżki. Do tego punktu zmierza także MIDWIG. Indeks średnich spółek jest trochę mocniej zaawansowany w korektę i jako pierwszy zapewne dotrze do tego wsparcia. Jego zachowanie wiele powie o kondycji rynku, choć duże spółki zachowują się ostatnio lepiej od średnich.