...a wątpliwości coraz więcej. Nie wiem, czy jest ktokolwiek, kto potrafiłby w perspektywie nawet nie kilkutygodniowej, ale dziennej przewidzieć, co stanie się z naszym rynkiem. Giełdy zachodnie zniżkują, cena ropy rośnie, a z nią obawy o światowy wzrost gospodarczy; nie wiadomo, co z podatkami, budżetem i rządem Belki (dobrze, że chociaż "sprawa" prywatyzacji PKO BP się wyjaśniła), a tymczasem WIG20 spadł jedynie w okolice 38-proc. zniesienia sierpniowego wzrostu.

Piszę jedynie, bo indeks zrobił to biorąc pod uwagę cenę minimalną z poniedziałku. Kontrakty na WIG20 zniżkowały tylko do 24-proc. zniesienia co, nieco upraszczając, można interpretować jako dowód na utrzymującą się wiarę krajowych graczy w kontynuację wzrostu i test poziomu 1875 pkt (1890 pkt na futures). Z drugiej strony ujemna baza po sesji wtorkowej wyniosła (aż) 8 pkt. Co ciekawe, trudno wyrokować po wartości obrotu - ten nie był specjalnie wysoki podczas zwyżki i nie jest specjalnie niski podczas obecnych spadków. Stąd sygnały z niego płynące mogą być mylące. Kiepsko wyglądają za to oscylatory - generują masę sygnałów sprzedaży, wobec których nie przechodziłbym obojętnie: MACD spadł poniżej linii sygnalnej, Ultimate poniżej poziomu równowagi, a tygodniowy RSI zmienił kierunek swego ruchu tuż poniżej wzrostowej linii trendu, przełamanej w kwietniu. Od strony analizy technicznej mogą coraz bardziej narastać obawy o podwójny szczyt na indeksie, ale na razie daleki byłbym od radykalnych przewidywań.

Dowodem na zamykanie pozycji akcyjnych na GPW przez inwestorów zagranicznych (na których opierany i tłumaczony był niedawny wzrost) jest na razie niewielkie (na tle ostatniego umocnienia) osłabienie złotego względem USD, a szczególnie euro. "Zagranica" realizuje podwójne zyski w postaci kilkunastoprocentowego wzrostu cen akcji od początku roku oraz znacznego umocnienia się polskiej waluty. Jej bieżący kurs nie zachęca według mnie do "wchodzenia" do Polski i kupna spółek giełdowych (poza oczywiście PKO BP, które mieć wypada).