Od dwóch tygodni na warszawskim parkiecie trwa korektą zapoczątkowanej w pierwszej połowie sierpnia fali wzrostowej. Jak na razie jej skala jest na tyle mała, że posiadacze akcji nie mają powodów do zamykania pozycji. Nieszkodliwy charakter przeceny potwierdza także wolumen, którego 5-sesyjna średnia jest około 40% niższa niż dwa tygodnie temu. Chwilowa równowaga między kupującymi i sprzedający nie zachęca też do kupowanie akcji. Wprawdzie ostatnie sesje pokazują, że byki cały czas mają wystarczająco dużo siły by ciągnąć notowania do góry, ale nie oznacza to, że podaż ostatecznie skapitulowała. W najbliższym czasie powinniśmy być świadkami ataku na utworzony kilka dni temu szczyt. Poważniejsza ocena sytuacji będzie możliwa dopiero po zakończeniu tego starcia. Przełamanie oporu wygeneruje nowy sygnał kupna, który powinien mobilizować popyt przynajmniej do 1870 pkt. Tutaj znajduje się najważniejszy w chwili obecnej opór. Tworzy go szczyt z 13 kwietnia. Wybicie ponad ten poziom nie będzie łatwe. Gdyby to się udało, to w średnim terminie kupujący otworzą sobie drogę do znajdującego się na wysokości 2482 pkt historycznego maksimum indeksu blue chips. Taki rozwój sytuacji z pewności nie będzie na rękę niedźwiedziom. W okolicy 1870 pkt można więc oczekiwać wzmożonej podaży akcji. Pesymistom będzie tu pomagał opór tworzony przez szczyt z końca 2000 roku. Wraz ze zbliżaniem się do tego poziom lepiej będzie wstrzymać się z zakupem akcji.

O pogorszeniu sytuacji będzie można mówić dopiero w chwili kiedy podaż zdoła zepchnąć indeks największych spółek poniżej ostatniego dołka (1767 pkt). Na wykresie pojawi się wtedy typowy dla trendu spadkowego układ dołków i szczytów, co może skutkować przeceną do wsparcia, wyznaczanego na wysokości 1735 pkt, przez szczyt z końca czerwca. O zmianie krótkoterminowego trendu na spadkowy będzie można mówić jednak dopiero gdy pokonana zostanie właśnie ta bariera. Konsekwencją takiego zachowania powinna być dalsza zniżka do 1640 pkt.