Wczorajsza sesja ujawniła pewną słabość rynku, która pozwala na stwierdzenie, że to jeszcze nie koniec zniżki. Nadal oczywiście należy założyć, że spadki te są tylko korektą wcześniejszych kilku tygodni wzrostu.

Zaczęliśmy od wysokiego C. Wzrost o 11 pkt można było uznać za dość mocną reakcję na dobrą sesję w USA. Niestety poziom otwarcia okazał się także poziomem maksimum wczorajszych notowań. Nie udało się bykom wyjść wyżej, choć próba była. Notowania na rynku kasowym nieco rozczarowały, bo nie potwierdzały optymizmu grających na kontraktach. Przez dłuższy czas wahania były małe i faktycznie mieliśmy do czynienia z równowagą. Ta się jednak przedłużała i w końcu część graczy zaczęła się niecierpliwić, co dało się zauważyć w osuwających się cenach. Prób podniesienia rynku już nie było.

Ciekawa sytuacja miała miejsce w czasie publikacji danych makro w USA. Nie były to dane na tyle ważne, by mieć wpływ na nasz rynek. Zresztą ostatnio raczej nie reagujemy na informacje napływające z USA. Tym razem było inaczej. Dane okazały się nieznacznie słabsze od oczekiwań. Nie wywołały większej reakcji za oceanem, ale wywołały znaczny spadek cen na naszym rynku. Szybko zjechaliśmy pod poziom zamknięcia z środy. Dorobek byków z otwarcia został stracony.

Co oznacza ta słabość? Nie jest to bynajmniej oznaka troski naszych inwestorów o sytuację makro w USA. Potrzebowaliśmy po prostu impulsu. Publikacja danych makro okazała się świetnym wytłumaczeniem, ale faktycznie podaż szukała jedynie pretekstu. Trwająca od jakiegoś czasu korekta kilku tygodni wzrostu nie jest przecież zbyt głęboka. Poziom notowań jest cały czas dogodny do zainkasowania zysków z długich pozycji. Chyba za wcześniej na kontynuację wzrostów. LOP jest jeszcze całkiem wysoko.