Koniec kwartału zgodnie z tradycją nie spowodował wielkiej szarży byków, bo i po co, skoro ceny akcji są na bardzo przyzwoitych poziomach. Mikroskopijna, ale bardzo męcząca korekta zbliża się ku końcowi. Potencjał do spadku indeksów jest w moim przekonaniu bardzo niewielki i z pewnością nie przywiązywałbym większej wagi do popularnych ostatnio liczb: 1760 i 1820. Nie sądzę, że zagranice interesują nasze wsparcia i opory. Większość uczestników rynku zaczęła również ignorować zachowanie giełd zagranicznych i wszelkie dane makroekonomiczne. Nasza giełda od dłuższego czasu chadza własnymi ścieżkami, co powoduje wielką dezorientacje w szeregach spekulantów. Coraz bardziej ryzykowne staje się "ogrywanie", gdyż nagle bez żadnej przyczyny pociąg może odjechać. Próbę "oszukania" rynku mieliśmy w ubiegłym tygodniu, kiedy na futures pojawił się duży sprzedający. LOP gwałtownie wzrósł do rekordowej ilości i ciągle z resztą utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Jak na razie wielkiego spadku cen nie było.

Przesunięcie w czasie oferty PKO BP i powszechne oczekiwanie, że wzrosty nastąpią po debiucie akcji banku, skłoniło mnie do postawienia dość śmiałej tezy, że kolejna fala wzrostów powinna się rozpocząć już teraz, a najpóźniej w czasie trwania oferty PKO BP. Miało by to sens, gdyż powracająca na rynek kasa (zakładając dużą redukcję zapisów) "zderzyłaby się" z nowymi poziomami cen, co dodatkowo utrwaliłoby trend wzrostowy.

Piątkowa sesja może okazać się zwiastunem powrotu wzrostów. Krótkie pozycje na futures zaczęły się nerwowo zamykać, więc kolejny tydzień nie powinien pozostawić złudzeń, kto rządzi na parkiecie. Dalej twierdzę, że obecnie abstrakcyjny poziom 2000-2100 punktów na WIG20 mamy szansę osiągnąć do przyszłej wiosny.

Zwróć uwagę:

Nowa Gala - od dwóch tygodni widać duże zainteresowanie jej akcjami, co w parze z dobrą kondycją spółki bardzo dobrze rokuje na przyszłość.