Sytuacja techniczna na wykresie najbardziej reprezentatywnego amerykańskiego indeksu S&P500 pokazuje, że przewagę ma strona popytowa. Tak bowiem należy interpretować zmiany, które nastąpiły w wyniku silnego piątkowego wzrostu. Mam na myśli w szczególności przełamanie linii bessy, poprowadzonej po szczytach z marca, czerwca i września. To jest sygnał kupna. Zwłaszcza że analogicznie należy traktować pokonanie oporu na 1130 pkt czy też powrót MACD powyżej linii sygnalnej. To wszystko powoduje, że są szanse nie tylko na test tegorocznych maksimów (1163 pkt), ale i na wybicie powyżej nich.

Niemiecki DAX, wzorem S&P500, wybił się górą z 9-miesięcznego kanału spadkowego. Jako, że na głównych wskaźnikach utrzymuje się przewaga strony popytowej, są podstawy, żeby indeks ten sięgnął 4400 pkt. Oczekiwania staną się mniej aktualne wraz ze spadkiem DAX poniżej 3990-4000 pkt. Tam bowiem "potrójne" wsparcie tworzy lokalny szczyt z 21 września, poniedziałkowa luka hossy 3995-4005 pkt. oraz górne ograniczenia kanału spadkowego, w którym niemiecki indeks porusza się do ostatniego piątku.

Nikkei po ponad dwóch miesiącach pozostawania w wąskim trendzie bocznym 10 700-11 350 pkt, w środę wybił się górą. Konsekwencją takiego kroku powinien być wzrost do szczytu z początku lipca (11896 pkt). Prawdopodobieństwo takiej zwyżki zwiększa ubiegłotygodniowa obrona dolnego ograniczenia rocznego kanału wzrostowego (aktualnie 10 900 pkt). Zakładając, iż Nikkei będzie dalej poruszał się w opisywanym kanale, trzeba liczyć się ze wzrostem powyżej 13000 pkt. Tam bowiem w tej chwili znajduje się jego górne ograniczenie.

Jednak obserwując sytuację na globalnych rynkach akcji, a także wokół nich, wątpię w możliwość realizacji takiego scenariusza. Osiągnięcie kwietniowego szczytu (12164 pkt.) to wszystko, na co może stać byki w perspektywie najbliższych 8-10 miesięcy. Potwierdza to analiza długoterminowa, zgodnie z którą rozpoczęty w maju zeszłego roku wzrost to ciągle korekta w długoterminowym trendzie spadkowym.