Reklama

Czy to wciąż hossa?

Twierdząca odpowiedź na pytanie, czy warszawska giełda znajduje się w stanie hossy, przychodzi coraz trudniej. Wprawdzie jeszcze w środę WIG miał najwyższą wartość w 14-letniej historii, ale niektórym indeksom (TechWIG) bliżej jest do 52-tygodniowego minimum niż maksimum.

Publikacja: 09.10.2004 08:31

Trwa bezprecedensowa wyprzedaż papierów Prokomu. Wybicie w dół z budowanej przez 14 miesięcy formacji głowy i ramion to ciekawe zachowanie, jak na długoterminowy trend wzrostowy na rynku. Biorąc pod uwagę wysokość głowy z ramionami, 135 zł, które inwestorzy zgodzili się płacić za papiery Prokomu na zakończenie sesji piątkowej, to wciąż bardzo dużo. Indeks TechWIG, o którego wartości w dużej mierze Prokom decyduje, miał na zamknięcie tygodnia 616,8 pkt. Do 52-tygodniowego minimum z 25 listopada 2003 roku brakuje 110 punktów, podczas gdy 52-tygodniowe maksimum (8 marca 2004 r. - 740,2 pkt) oddalone jest o ponad 120 punktów.

MIDWIG coraz słabszy

Także średnie spółki i reprezentujący je indeks MIDWIG każą zachować dystans do poglądu, że na rynku mamy hossę. Po przeszło trzech miesiącach ciężko idącej zwyżki mamy właśnie kontratak podaży. Na wykresie został zbudowany podwójny szczyt, przebita została główna linia trendu wzrostowego. W tej sytuacji spadek do czerwcowego dołka na 1626,8 pkt jest bardzo prawdopodobny.

Oparciem dla warszawskiej niby-hossy pozostają nieliczne spółki z WIG20 - przede wszystkim KGHM, PKN Orlen, TP i Pekao. Każda z nich ma ponad 10-proc. udział w WIG20, łącznie prawie w połowie decydują o wartości indeksu.

Małym trudniej

Reklama
Reklama

Zaczynające się w poniedziałek zapisy na lokatę prywatyzacyjną PKO BP szkodzą także, a może przede wszystkim, notowaniom małych spółek. Stopy zwrotu z inwestycji w mniejsze firmy są ostatnio bardzo wysokie, co przyciągało do tego segmentu rynku znaczną liczbą inwestorów indywidualnych. Teraz mają dobrą okazję do realizacji zysków. Dodatkowo odżywają także "stare", dawno nieużywane rachunki.

Rzeczą nagminną, nie tylko wśród inwestorów indywidualnych, jest zajmowanie zbyt dużych pozycji na rynku. Na przykład, w połowie marca 2000 roku mogliśmy kupić akcje szybko idącego w górę Ampli, płacąc 2,12 zł za akcję. Powiedzmy, że zainwestowaliśmy 10 tys. zł, wszystko, co mieliśmy na rachunku. Ale zamiast krociowych zysków, które już liczyliśmy, kurs zaczyna spadać. Mimo to cierpliwie czekamy, choćby dlatego, że trudno nam przyznać się do błędu. W pewnym momencie strata zaczyna być tak duża, że na cały rachunek można machnąć ręką. Latem 2003 roku portfel składający się tylko z akcji Ampli nie jest już wart 10 tys., ale zaledwie 2 tys. zł. Po kolejnym roku sytuacja zmienia się diametralnie - choć nasz udział w sukcesie jest niewielki, okazuje się, że po ponad trzech latach możemy zakończyć inwestycję z zyskiem. Akurat w przeddzień oferty PKO BP.

Na duże spółki wpływ prywatyzacji PKO BP nie jest tak znaczący. Gracze instytucjonalni, którzy decydują o ich kursach, dysponują na ogół dostatecznie dużą kwotą pieniędzy, żeby kupić papiery PKO bez konieczności sprzedawania już posiadanych akcji. Mniejsi gracze częściej muszą wybierać - albo trzymać akcje na giełdzie, albo wziąć udział w ofercie na rynku pierwotnym.

WIRR złamał trend

Spadek notowań małych spółek sprawił, że WIRR znalazł się poniżej linii trendu, która dobrze oddawała w ostatnim czasie tempo, w jakim rósł rynek. To sygnał ostrzegawczy dla posiadaczy akcji małych firm, niemniej nie oznacza zmiany tendencji.

Okazuje się, że od kiedy 24 sierpnia 2002 roku WIRR rozpoczął długoterminowy trend wzrostowy, mieliśmy na rynku pięć korekt, w trakcie których indeks obsunął się od szczytu więcej niż 5%. Wydaje się, że to właśnie granica 5% oddziela drugorzędne, lokalne korekty, od trendów, które zgodnie z teorią Dow nazwalibyśmy wtórnymi (średnioterminowe trendy spadkowe, których kierunek jest przeciwny do tendencji wyższego rzędu). Na razie WIRR nie stracił 5% (musiałby zamknąć sesję poniżej 4801 pkt), zatem wszystko wydaje się pod kontrolą popytu.

Reklama
Reklama

Zostając na chwilę przy statystyce - od dołka z 15 lipca do szczytu z 5 października upłynęło 58 sesji. W trwającej ponad dwa lata zwyżce średnia odległość między dołkiem korekty a szczytem fali wzrostowej wynosi 62 sesje. Miejsce rozpoczęcia większego spadku wydaje się z tego punku widzenia dobre, choć, na przykład, między minimum z 1 października a szczytem z marca 2004 roku upłynęło aż 110 sesji. Kiedy jest silny trend, rynek praktycznie nie potrzebuje odpoczynków na korekty.

Warto też zwrócić uwagę, że nie dalej jak trzy tygodnie temu podobną linię trendu przebił WIG. Wyprzedaży akcji to nie spowodowało - zaledwie 7 sesji po tym wydarzeniu indeks miał najwyższą wartość w historii. Zatem, choć sytuacja posiadaczy akcji małych spółek pogorszyła się, jest nieco za wcześnie, żeby prognozować większą korektę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama