Dwa czynniki wpływały w piątek na zachowanie uczestników rynku kapitałowego - dane o zatrudnieniu w gospodarce amerykańskiej oraz ceny ropy naftowej. Wolniejszy niż z przewidywano wzrost liczby miejsc pracy, który odnotowano we wrześniu, uznano za przejaw słabnącej koniunktury w USA. Jej efektem może być - zdaniem inwestorów - pogorszenie wyników przedsiębiorstw, i to nie tylko amerykańskich, lecz także europejskich - uzależnionych od eksportu do USA. Wśród tych ostatnich wymieniano czołowe firmy high-tech, takie jak producent telefonów komórkowych Nokia i dostawca urządzeń do wytwarzania półprzewodników ASML Holding. Ich notowania spadły, a w ich ślady poszły ceny akcji giganta przemysłu farmaceutyczno-chemicznego Bayer oraz największego producenta materiałów budowlanych Lafarge. Obydwie firmy są też silnie powiązane z rynkiem amerykańskim.

Równie duży niepokój budziły rekordowo wysokie ceny ropy naftowej, grożące wzrostem kosztów i ograniczeniem zysków przedsiębiorstw. W piątek staniały z tego powodu walory Lufthansy, która ze względu na drogą benzynę lotniczą może nie osiągnąć założonych na 2004 r. wyników finansowych.

Na rynkach nowojorskich początkowe obawy dotyczące koniunktury gospodarczej ustąpiły w pewnym stopniu nadziejom, że nawet wolniejszy wzrost zatrudnienia nie zmniejszy zysków amerykańskich firm. Z zadowoleniem przyjęto lepsze wyniki w trzecim kwartale i optymistyczne prognozy General Electric. Natomiast staniały papiery czołowego producenta aluminium Alcoa, którego rezultaty pogorszyły się. To pierwsza spółka ze skład średniej przemysłowej Dow Jones, która opublikowała wyniki za trzeci kwartał.

W Europie powodzeniem cieszyły się walory spółek farmaceutycznych, zwłaszcza GlaxoSmithKline i AstraZeneca, ze względu na szybszy rozwój tej branży od całej gospodarki. Tymczasem zapowiedź stałego zwiększania dywidendy zachęciła do kupowania akcji E.ON.

FT-SE 100 nie zmienił się. CAC-40 stracił 0,55%, a DAX 0,69%. Dow Jones spadł do godz. 22.00 naszego czasu o 0,68%, a Nasdaq o 1,42%.