W ostatnim czasie pierwsza godzina notowań bywa nerwowa. Tak też było wczoraj, kiedy WIG20 spadł początkowo niemal do 1800 pkt. W ten sposób echem odbiły się piątkowe słabe dane z amerykańskiego rynku pracy, które wywołały spadki na giełdach za oceanem. Na szczęście szybko obudzili się kupujący. Zwyżka przyśpieszyła po wiadomości, że szybko wyczerpała się pula lokat prywatyzacyjnych PKO BP. Byki zdołały zatem wybronić się z tarapatów, a WIG20 zamiast kolejnej przeceny zanotował wzrost o 0,3%. Wszystko to przy drożejącej nieustannie ropie naftowej - ceny kontraktów terminowych w Londynie przekroczyły poziom 50 USD za baryłkę.

Ciężar podźwignięcia rynku spadł ponownie na barki KGHM (+4,3%). Nie wiadomo jednak, co będzie, kiedy inwestorzy zaczną realizować zyski z akcji miedziowego koncernu, bo wczoraj oprócz KGHM rosły nieliczne spółki. Jedną z nich był Prokom (+3,7%), który odreagowywał paniczną niemal wyprzedaż z końca minionego tygodnia (w ciągu dwóch dni akcje potaniały o 13%). W trendzie wzrostowym pozostawała co prawda TP (+1,6%), ale odpocząć musiał już PKN Orlen (-1,1%). Spadały notowania banków, zwłaszcza BPH (-2,6%). Analitycy zastanawiają się, czy to wciąż efekt oferty PKO BP, czy może inwestorów przestają satysfakcjonować zyski sektora. Przykładowo akcje Pekao przez ostatni rok nic nie zyskały na wartości.