Nie o sympatycznym skądinąd funduszu emerytalnym będę dziś pisać, ale o zaskakującej zmienności cen akcji banków w ostatnich dniach. BPH: 459-425 - 459-432 zł - wszystko w ciągu trzech tygodni. BZWBK: w dwa dni z 82 na 86,5zł i z powrotem. Pekao w miarę stabilnie, ale zdarza się spaść 4% z dnia na dzień. Inwestorzy najwidoczniej nie wiedzą jak ugryźć ofertę PKO BP. Odnoszę wrażenie, że pojedynczy kupujący lub sprzedający są w stanie zmieniać giełdowe ceny o kilka procent, przy biernej postawie reszty inwestorów. Jedno jest pewne: podobnie jak wczoraj osoby fizyczne, już za trzy tygodnie wszystkie instytucje rzucą się na akcje PKO BP, a od stopy redukcji będzie zależeć dalsza giełdowa kariera banków.
Tymczasem na giełdzie trwa wciąż tendencja słabszego zachowania indeksu MIDWIG względem WIG20. W ciągu miesiąca ten drugi indeks był lepszy od pierwszego o 7 punktów procentowych - to największa skala przeceny od jesieni 2001, a więc od początku aktualnej hossy... to jednak może zbieżność czysto przypadkowa. O wiele większą wagę przyłożyłbym do względnego zachowania obydwu indeksów w pierwszym kwartale 2000 roku, a więc u szczytu poprzedniego długoterminowego trendu wzrostowego: czyżby i tym razem blue chipy złapały nowych sił pod koniec trendu?
Wracając jeszcze do PKO BP - specyficzna konstrukcja oferty sprawiła, że wiele osób zainteresowało się rynkiem kapitałowym; o to zapewne chodziło również ministrowi skarbu. Problem w tym, ze maksymalizacja wpływów ze sprzedaży (rozumiem przez to ustalenie ceny sprzedaży na poziomie wyższym niż 20 złotych) nie pozwoli tym "nowym" inwestorom zrealizować choćby kilkunastoprocentowych zysków i tym samym zniechęci do udziału w kolejnych ofertach.
Zwróć uwagę na:
ComputerLand - inwestorzy kolejny raz obrażają się na Prokom, a to jest jedyna alternatywa...