Świeca wieńcząca całotygodniowe zmagania popytu z podażą mogła wywołać najgorsze z możliwych skojarzenia z wydarzeniami sprzed pół roku. Wtedy to, w kwietniu, podobna kształtem świeca zakończyła wiosenną hossę. Dodatkowy niepokój mógł budzić obrót towarzyszący powstaniu zalążka spadającej gwiazdy.
Także w piątek na wykresie dziennym znalazły potwierdzenie negatywne formacje dwóch wisielców i spadającej gwiazdy. Przed sesją poniedziałkową byki miały wprawdzie w zanadrzu jeszcze lukę hossy, która z reguły uznawana jest za formację silniejszą, lecz jej rozmiary stanowiły słabą gwarancję.
Presja na posiadaczy akcji była więc olbrzymia i obrona linii trendu wydawała się w tych warunkach sztuką co niemiara. Spadająca gwiazda na wykresie tygodniowym stawała się więc coraz bardziej realną perspektywą. Grając z trendem nie warto jednak wyprzedzać faktów - przekonali się o tym na własnej skórze, inwestorzy sprzedający akcje we wnętrzu luki. Dwumiesięczna linia trendu wzrostowego i ww. luka sprzed tygodnia na 1807 pkt. (wykres 60-min) obroniły się.
Sesja poniedziałkowa sprawiła, że przewaga psychologiczna jest ponownie w rękach strony popytowej. Miała ona również nie małe znaczenie dla indeksu szerokiego rynku. Tu konsekwencje porażki miałyby znaczenie podwójne. Zauważmy bowiem, że WIG pokonał w bieżącym impulsie poziom kwietniowego szczytu i zniżka poniżej 25 250 pkt. oznaczać mogła, że byki padły ofiarą pułapki hossy.
Teraz gracze zastanawiają się na jak długo starczy sił obrońcom wsparć. Po sesji linia MACD zeszła pod poziom średniej, a zniesienie potencjalnych negatywnych dywergencji na Ultimate czy ROC(21) wymagać będzie niezwykle dużego wysiłku strony popytowej. Spadające wykresy wskaźników szybkich ostrzegają przed dalszymi atakami podaży a poziomy wyprzedania na Stochastic Fast czy CCI wciąż nie zostały osiągnięte. Zatem krótkoterminowy wzrost jaki najprawdopodobniej w poniedziałek się rozpoczął będzie przebiegał w atmosferze niepewności i podejrzliwości. Nie rzadko ten zestaw emocji wynosi rynki na nowe szczyty.