Zdaniem pilotów, jedyne widoczne efekty zajęcia się przez zarząd sytuacją finansową firmy to groźba utraty pracy przez osoby reprezentowane przez związek oraz założenie spółki zależnej, którą LOT musiał zasilić kapitałem. To ostatnie, według wnioskodawców, doprowadzi do pogorszenia i tak złej, ich zdaniem, kondycji przewoźnika. Najprawdopodobniej chodzi o spółkę, która ma świadczyć usługi lotnicze w formule niskokosztowej (low cost).
Lista zarzutów
Związkowcy, oprócz wniosku o odwołanie zarządu, przygotowali również listę "złych i niebezpiecznych" działań menedżerów. Wymieniają na niej m.in.: opóźnianie wejścia spółki na giełdę, wydzielanie firm, przemieszczanie do nich kapitału, popieranie dyrektorów działających na szkodę przedsiębiorstwa, oddawanie pola i wspomaganie konkurencji np. przez sprzedaż biletów czy kompletną nieporadność w obszarze sezonowości przewozów. Zarzucają zarządowi także, że nie wykorzystuje majątku firmy do restrukturyzacji długów oraz inwestowania w jej przyszłość.
Piloci zapowiadają jednocześnie, że będą bronić swoich miejsc pracy wszelkimi przewidzianymi prawem środkami. Czy oznacza to groźbę strajku, nie wiadomo. Z szefami związku nie udało nam się wczoraj skontaktować. Prezes LOT-u Marek Grabarek był nieuchwytny. Przebywał w Brukseli.
Konsensus