W ciągu roku ceny miejsc na CBoT, założonej 156 lat temu i obecnie jednej z największych giełd terminowych świata, podwoiły się. Jeszcze rok temu za miejsce pełnoprawnego członka trzeba było zapłacić ok. 430 tys. USD. W ostatni piątek takie miejsce, umożliwiające handlowanie wszystkimi rodzajami kontraktów na giełdzie, sprzedano za 945 tys. USD. Gdy giełda zostanie na początku przyszłego roku przekształcona w spółkę akcyjną, jego właściciel stanie się posiadaczem 27,3 tys. jej akcji. - To czysto finansowa inwestycja - twierdzi coraz większa grupa nabywców, którzy ani myślą korzystać z praw do handlowania na chicagowskim parkiecie. W cenie są także mniej prestiżowe miejsca członkowskie (ich właściciele otrzymają odpowiednio mniejsze pakiety akcji przy przekształceniach), dające prawo obrotu tylko niektórymi instrumentami - np. kontraktami na amerykańskie stopy procentowe.
Wszyscy liczą na powtórkę scenariusza z restrukturyzacji większej sąsiadki - Chicago Mercantile Exchange, innej giełdy terminowej z tego samego miasta. W 2000 r., tuż przed tym, jak CME przestała być instytucją typu non-profit z członkami-właścicielami, a stała się nastawioną na zysk spółką akcyjną, miejsce członkowskie osiągnęło cenę 430 tys. USD. Po przeprowadzonej dwa lata później pierwotnej ofercie publicznej i czterokrotnej zwyżce kursu akcji, obecnie za odpowiadający mu pakiet papierów CME trzeba zapłacić 3,4 mln USD - prawie osiem razy więcej.
W amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wniosek CBoT o zmianę statusu został złożony 30 września. Jej przekształcenie w spółkę nastąpi najprawdopodobniej na początku przyszłego roku, ale nie wiadomo kiedy - i czy w ogóle - papiery giełdy znajdą się w publicznym obrocie. Nie wyklucza się bowiem, że CBoT zostanie wykupiona przez CME. - Chcemy przestudiować wszystkie możliwości, które się przed nami otwierają. Wybierzemy opcję najlepszą dla naszych członków-właścicieli - mówi Bernard Dan, przewodniczący CBoT.
Bloomberg