To nie był dobry dzień dla emerging markets, o czym boleśnie przekonaliśmy się w Warszawie. WIG20 był liderem spadku w Europie (ponad 2% stracił także turecki ISE 100), w Azji większe straty poniósł tylko tajlandzki SET. Także wydarzenia w Ameryce nie napawają optymizmem - ważniejsze od tego, że giełdy USA rozpoczęły sesję od spadku, jest nieudany zeszłotygodniowy atak brazylijskiej Bovespy na historyczne maksimum. Na razie trend wzrostowy na tamtejszym rynku nie został złamany.
Początek notowań wtorkowych zapowiada trzecią spadkową sesją w ostatnich czterech dniach na rynkach amerykańskich. Najważniejsze techniczne wydarzenie to zejście poniżej linii trendu, ponad którą indeks wybił się na początku miesiąca. Związany z tym sygnał kupna został anulowany, co nie znaczy, że od razu rynek znalazł się pod kontrolą podaży. Przede wszystkim - wykres utrzymuje się ponad krótkoterminową linią trendu wzrostowego, obejmującą ostatnie dwa miesiące. Dopóki wykres indeksu pozostaje ponad jej poziomem, byki mają nadzieję na kolejny atak na tegoroczne szczyty. Po drugie - trend średnioterminowy jest boczny i w jego ramach indeks może zmieniać się praktycznie dowolnie. Do niedawna obowiązywała zasada, że po 1-proc. spadku indeks przemierza cały dystans od górnego do dolnego ograniczenia konsolidacji, ale pod koniec września została złamana.
Także sytuacja techniczna niemieckiego DAX znacznie się pogorszyła. Od ostatniej środy wartość indeksu spadła już ponad 2%. Poprzednia korekta, z końca września, zabrała niecałe 3%. Na około 4% wyznaczyć można granicę, która oddziela lokalną korektę trendu wzrostowego, od większego spadku cen. Wykres DAX przełamał wsparcie, które wyznaczał wrześniowy szczyt. Teraz testował będzie wzrostową linię. Jeśli byki jej nie obronią, granica 4-proc. spadku zostanie przekroczona. W takim wypadku testowanie dolnego wsparcia 9-miesięcznej konsolidacji będzie bardzo prawdopodobne.