Niekorzystne raporty makroekonomiczne w Stanach Zjednoczonych oraz słabe prognozy potentata motoryzacyjnego General Motors miały wczoraj największy wpływ na przebieg sesji na giełdach nowojorskich. Negatywny sygnał, sugerujący, że tempo rozwoju amerykańskiej gospodarki może nie być zbyt imponujące, nadszedł z rynku pracy. Okazało się, że w tygodniu kończącym się 9 października więcej niż oczekiwano, bo aż 352 tys. osób, po raz pierwszy zgłosiło się po zasiłek dla bezrobotnych. Na domiar złego poinformowano wczoraj, że wzrósł amerykański deficyt rozrachunków bieżących.
Wśród spółek negatywnie wyróżnił się w czwartek General Motors. Największy światowy producent samochodów zanotował na początku sesji ponad 5-proc. spadek kursu, po tym jak przedstawił gorsze od oczekiwanych wyniki za III kwartał i obniżył prognozę rezultatów w całym 2004 r. To pociągnęło w dół wszystkie spółki z branży motoryzacyjnej. Subindeks S&P Automobiles, w skład którego wchodzą 24 firmy z tego sektora, stracił w pierwszych godzinach sesji aż 3,1%, najwięcej spośród wszystkich wskaźników branżowych. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones stracił 1,06%, a technologiczny Nasdaq spadł o 0,89%. Zniżki mogły być silniejsze, ale pozytywną informacją, która nadeszła już w trakcie sesji, była wiadomość o spadku cen ropy pod wpływem wiadomości o wzroście zapasów paliw w Stanach Zjednoczonych. Również w Europie przeważył spadek, a indeksy ciągnęły w dół m.in. spółki motoryzacyjne. Londyński FT-SE 100 stracił 0,12%, frankfurcki DAX spadł o 0,89%, a paryski CAC-40 o 0,8%.
Nieco optymizmu mógł wczoraj przynieść raport opublikowany przez analityków Merrill Lynch, mówiący o perspektywach rynków akcji. Ich zdaniem, w 2005 r. kursy na świecie będą rosły średnio o 10%, a najlepsze perspektywy mają spółki europejskie, m.in. z branży finansowej, oraz te amerykańskie firmy, które regularnie płacą dywidendę. Eksperci amerykańskiego banku sporządzili te prognozy przy założeniu, że w przyszłym roku globalny wzrost gospodarczy wyniesie 5%.