Reklama

Boom na emerging markets

Trwa boom na rynku obligacji emitowanych przez rządy państw zaliczanych do kategorii emerging markets. Obroty takimi papierami są największe od sześciu lat. Inwestorzy z USA, Europy Zachodniej i Japonii szukają bowiem wysokiej rentowności.

Publikacja: 19.10.2004 08:13

Największe banki konkurują o ponad 300 mln USD, które można w tym roku zarobić z tytułu opłat za przeprowadzenie emisji o rekordowej wartości 97 mld USD. Rosnąca wartość sprzedawanych papierów dłużnych pozwala bankom obniżać opłaty pobierane od poszczególnych transakcji i to bez uszczuplania ich przychodów.

Banki oferowaniem niższych opłat zabiegają o przeprowadzanie emisji obligacji rządowych z emerging markets, gdyż zwiększa to ich przychody z prowizji brokerskich od obrotu tymi papierami na rynku wtórnym. Uczestniczenie w transakcjach obligacjami rządowymi poprawia też wizerunek banków przy staraniach o zorganizowanie o wiele wyżej opłacanych emisji korporacyjnych papierów dłużnych.

Rząd Filipin za zorganizowanie we wrześniu emisji obligacji za 300 mln USD z terminem zapadalności w 2015 r. zapłacił trzem bankom inwestycyjnym jedynie 0,06% wartości oferty, czyli 60 centów za każdy tysiąc dolarów. Przy podobnej emisji w marcu opłata wynosiła 0,08%, a zaledwie przed czterema laty aż 10 razy więcej - 6,5%. W rezultacie takie amerykańskie spółki jak Fannie Mae czy General Electric płacą więcej za emisje swoich obligacji, mających najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej AAA, niż rząd Filipin za zorganizowanie sprzedaży swoich obligacji śmieciowych.

Sprawcami takiej sytuacji są same banki. Trzeba jednak pamiętać, że opłaty z emisji to jedynie część przychodów. Bardzo trudno jest działać na rynku wtórnym tych papierów, jeśli nie uczestniczy się w rynku pierwotnym. Banki mogą poza tym zarabiać na zamianie dolarów, euro czy jenów, pozyskanych ze sprzedaży obligacji, na lokalne waluty i na emitowaniu instrumentów pochodnych dla inwestorów, szukających innych walut lub zapadalności niż w oryginalnych papierach, czy też chcących zabezpieczyć się przed niewypłacalnością emitenta. Prawdziwe pieniądze pochodzą więc nie z opłat, ale z całej działalności wynikającej z przeprowadzenia emisji.

Banki mogą sobie pozwolić na obniżanie opłat również dlatego, że rośnie zaufanie do wypłacalności wielu krajów z emerging markets. Na przykład przyjęta właśnie do Unii Europejskiej Łotwa w marcu zapłaciła Citigroup jedynie 0,1% za gwarantowanie emisji obligacji, a w 2001 r. opłata ta wynosiła 0,275%. Chorwacja, która do Unii ma wstąpić za 3 lata, płaci za emisję jej papierów dłużnych 0,15% w porównaniu z 0,75% przed pięcioma laty.

Reklama
Reklama

Wzrost wartości obligacji emitowanych przez kraje z emerging markets pozwolił bankom zwiększyć w tym roku przychody z ich gwarantowania, mimo obniżenia opłat. Przychody te wzrosły o 6% z 284 USD pozyskanych w pierwszych trzech kwartałach ub.r., a średnia opłata zmniejszyła się do 0,31% z 0,39%.

Polska też płaci mniej

Polski rząd też coraz mniej płaci za emisje obligacji na rynkach zagranicznych. - Wyraźnie spadają wydatki związane z emisjami w euro - mówi Jacek Tomorowicz, dyrektor Departamentu Polityki Zagranicznej w Ministerstwie Finansów. W styczniu tego roku opłaty na rzecz banków organizujących sprzedaż polskich papierów w euro wyniosły 0,1% wartości oferty, a w 2003 r. - 0,175%. Niższe są też koszty emisji obligacji na rynku japońskim. W tym roku rząd zapłacił za przeprowadzenie naszej oferty 0,35% jej wartości, a podczas pierwszej emisji w 2003 r. - 0,4%.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama