Po dwóch tygodniach systematycznego osuwania w końcu także na warszawskim parkiecie zagościło poważniejsze odbicie. Impulsem do jego zainicjowania mogła być choćby tylko analiza techniczna. Otwarcie kontraktów aż 10 pkt na plusie i następnie szybkie uporanie się kontraktów/indeksu z piątkowymi szczytami dały wyraźny sygnał przewagi popytu.
"Fundamentaliści" też nie mogli narzekać, bo im argumentów za kupnem dostarczały rynki naszego regionu. Niezależnie od racjonalności takiego zachowania parkietu węgierskiego czy czeskiego, ustanowienie nowych szczytów hossy w przypadku tego pierwszego oraz +2,5% w przypadku czeskiego PX50 są wystarczającym powodem do wzrostu siły GPW. Tym bardziej w obliczu ostatniej słabości giełd za oceanem. Zresztą o tym, że to właśnie powiew świeżego zagranicznego kapitału spreparował to odbicie, niech świadczy rozbieżność WIG20 rosnącego 2,24% i MIDWIG spadającego -0,73%. Wiadomo powszechnie, które instytucje interesują się wymienionymi rynkami.
Idziemy dalej w górę? Z przebiegu wczorajszej sesji tak to wygląda, a pustka w kalendarzu makroekonomicznym nie zachęca niczym do zmiany rynkowych nastrojów. Ku przestrodze przypomnę jednak, że po ostatnim przebiciu linii trendu wspominałem o możliwości wyrysowania formacji głowy z ramionami, której właśnie wczorajsze odreagowanie przy skromnych obrotach (280 mln) byłoby prawym ramieniem.
Dalej jest możliwość dokończenia budowania formacji i choć obecne odbicie zaczęło się z ciut zbyt niskiego poziomu, to zawsze można wziąć wykres w cenach zamknięcia i już niedźwiedziom wracają humory. Warto o tym pamiętać, bo jeśli z dużą dynamiką i przy wzroście aktywności zejdziemy (w przyszłym tygodniu) pod poniedziałkowe minima, to wyjście może być bardzo wąskie.