Niby od połowy października trwa zwyżka WIG20. Niby - bo niemal cały ten wzrost dokonał się we wtorek. Na ostatnich dwóch sesjach trwa tymczasem marazm, i jedynie ożywienie w końcówce pozwala podciągnąć indeks. Najgorsze, że zwyżka to zasługa paru zaledwie spółek. Wskaźnik szerokości rynku Advance/Decline szybko spada. To nie wróży trwałości ruchu w górę i przypomina sytuację z końca września. Wydaje się poza tym, że czasu na kontynuację zwyżki jest coraz mniej. Oscylator stochastyczny dociera już do strefy wykupienia. Nie byłby to powód do szczególnego niepokoju, gdyby trend był silny. Ale obecnie jest on na tyle kruchy, że łatwo może dojść do odwrotu. Wystarczy w zasadzie jedna sesja silnego spadku, by WIG20 znalazł się na nowo w pobliżu październikowego minimum (1760 pkt). Bezpośrednim wsparciem jest jeszcze poziom 1780 pkt. Jeszcze do wtorku był to opór. Jak pokazał przebieg środowej sesji, na wysokości tej znajduje się teraz bariera dla spadków. Zagrożenie spadkami jest realne, w końcu nie udało się odrobić jeszcze nawet połowy strat powstałych na skutek ostatniej fali spadkowej. O trwającej zwyżce nie można więc mówić inaczej, jak tylko o korekcie.

Wciąż kiepsko wygląda sytuacja średnich spółek, które w ostatnich miesiącach pozostają wyraźnie w tyle za blue chips. WIG20 ma już wartość wyższą o ponad 120 pkt od MIDWIG-u. Jeszcze na początku sierpnia oba indeksy miały niemal identyczną wartość. Co gorsza, na razie nie widać, by ta tendencja miała się odwrócić na korzyść "średniaków". MIDWIG znalazł się poniżej sierpniowego szczytu i jest na drodze do decydującego dla średnioterminowej koniunktury minimum z czerwca (1627 pkt). Z drugiej strony, pojawiła się już jednak szansa na odbicie. Od września ub.r. wszystkie cztery korekcyjne fale spadkowe miały podobną siłę między 5% a 10%. Od ostatniego szczytu MIDWIG zniżkował o ponad 6%, więc dno może być już blisko. Na możliwość odreagowania wskazuje oscylator stochastyczny, który zaczyna wychodzić ze strefy wyprzedania.