Reklama

Z niewielką pomocą przyjaciół

Tylko niezła koniunktura na zagranicznych rynkach akcji sprawiła, że główne warszawskie indeksy - WIG i WIG20 - wciąż utrzymują się blisko październikowych szczytów. Jednak notowania średnich i małych spółek coraz szybciej spadają.

Publikacja: 23.10.2004 08:13

Na zamknięcie notowań 6 października WIG miał 25 763,6 pkt i była to najwyższa wartość w historii. Żeby poprawić to osiągnięcie, teraz indeks musiałby zyskać 3,2%. To kwestia dwóch "porządnych" sesji. WIG20 do przekroczenia wierzchołka z początku października potrzebuje nawet niecałych 3%.

Jednak o wartości obydwu indeksów decyduje kilka największych spółek. Spojrzenie na wykresy wskaźników - na który większy wpływ mają mniejsze przedsiębiorstwa - przekonuje, że sytuacja nie jest tak korzystna dla posiadaczy akcji. MIDWIG, reprezentujący średnie spółki, najwyższą wartość w ostatniej fali wzrostowej (zapoczątkowanej 11 sierpnia) osiągnął już we wrześniu. Ponad miesiąc znajduje się w trendzie spadkowym i jest już bardzo blisko 1626 pkt. Na tym poziomie zakończyła się największa tegoroczna korekta długoterminowej tendencji wzrostowej. Jego przecięcie sprawi, że na wykresie powstanie podwójny szczyt. To formacja rozpoczynająca trend spadkowy, po której zbudowaniu bardzo trudno będzie obronić twierdzenie, że trend długoterminowy jest wzrostowy.

Małe też słabsze

Dotychczas bardzo szybko rosnący segment rynku stanowiły małe spółki. Ale od październikowego szczytu WIRR stracił już ponad 8%. W zapoczątkowanym przed dwoma laty trendzie wzrostowym tylko dwa razy zdarzyły się większe korekty, przy czym ani razu spadek nie przekroczył 12%.

Szczególnie interesująca jest sytuacja Indeksu Cenowego Parkietu (ICP), w którego skład wchodzą wszystkie notowane na giełdzie firmy (każda ma też taki sam wpływ na jego wartość). Wykres ICP znalazł się poniżej 45-sesyjnej średniej ruchomej, co jeśli nie jest dla "techników" sygnałem sprzedaży, to przynajmniej mocnym ostrzeżeniem przed zakończeniem średnioterminowego trendu wzrostowego. Potwierdzeniem istotnej zmiany sytuacji na rynku będzie spadek poniżej wsparcia wyznaczanego przez majowy szczyt (27,3 tys. pkt), a następnie przekroczenie 26 275 pkt. Jeśli ICP znajdzie się poniżej tego drugiego poziomu, spadek mierzony od październikowego szczytu przekroczy 10%. Tak dużego obsunięcia ICP nie miał w ostatnich dwóch latach. Będzie to sygnał, że popyt na akcje małych spółek znacznie osłabł.

Reklama
Reklama

"Fundamentaliści"

kontra "technicy"

Osłabienie widoczne jest przede wszystkim w branżach usługowych i przemysłowych. Najniższą wartość od siedmiu miesięcy ma indeks branży informatycznej, wyliczany przez Parkiet. Wskaźnik telekomunikacyjny notuje 9-miesięczne minimum. Z konsolidacji wybiły się w dół indeksy chemiczny i spożywczy. Spadają kursy w branży lekkiej i materiałów budowlanych. Wciąż mocno (indeksy sektorowe znajdują się blisko historycznych maksimów) trzyma się jeszcze budownictwo i przemysł elektromaszynowy, przyzwoicie banki.

Słabnięcie niektórych sektorów to zapowiedź spadku dynamiki wzrostu PKB, jeśli przyjmiemy założenie, że giełda wyprzedza zdarzenia zachodzące w realnej gospodarce. Specjaliści, którzy posługują się analizą fundamentalną, uważają, że przed nami wciąż jeszcze dynamiczny rozwój - inwestycje dopiero się rozkręcają, dopiero nieznacznie spadło bezrobocie. "Technicy", którzy koncentrują się na wykresach, dostali już całą porcję sygnałów, zachęcających do sprzedaży papierów. Dość prawdopodobny scenariusz na najbliższe miesiące jest taki, że wraz z pogarszaniem się wskaźników mierzących tempo wzrostu polskiej gospodarki, do grupy sprzedających akcje przyłączać się będą "fundamentaliści".

Na razie obydwa obozy stoją po przeciwnych stronach barykady. I przynajmniej teoretycznie "technicy" nie mają żadnych szans - przecież większość ludzi odpowiedzialnych w Polsce za zarządzanie pieniędzmi to zwolennicy analizy fundamentalnej. To oni mają pod kontrolą miliardy złotych i decydują o kursach na warszawskiej giełdzie. Wydaje się więc, że większy spadek nie ma prawa nas spotkać.

Zagranica poza kontroląAle jest jeden czynnik, którego nawet "fundamentaliści" nie są w stanie kontrolować - to giełdy zagraniczne. Te w mijającym tygodniu nam sprzyjały. M.in. wykres Nasdaq Composite, indeksu, w którego skład wchodzą przede wszystkim spółki hi-tech, odbił się od krótkoterminowej linii trendu wzrostowego. Reakcja Warszawy była natychmiastowa - następnego dnia notowania poszły w górę. Ale sygnał od Nasdaq miał tylko krótkoterminowe znaczenie - w nieco dłuższej perspektywie sytuacja giełd amerykańskich stopniowo się pogarsza. Średnia Przemysłowa Dow Jones (skupia 30 największych przedsiębiorstw USA) jest o krok od tegorocznego minimum. Dalszy spadek kursów za Atlantykiem (dość prawdopodobny) pociągnie za sobą także zniżkę w Warszawie. Uruchomiona lawina podaży nie da się już zatrzymać.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama