Wczoraj obydwaj liderzy branży FMCG (fast-moving consumer goods) podali wyniki finansowe za miniony kwartał. Nie po raz pierwszy w ostatnich latach zdecydowanie lepiej wypadł Procter & Gamble. Koncern z Cincinnati zarobił na czysto w minionych trzech miesiącach 2 mld USD, czyli 14% więcej niż przed rokiem. W tym samym czasie Unilever poprawił wynik tylko o 4,3%, do 867 mln euro.
P&G, sprzedając znane na całym świecie pieluszki "Pampers" czy szampony "Wella", ale też wprowadzając nowe marki, jak proszki do prania "Tide" czy zmiękczacze tkanin "Downy", zdołał w trzecim kwartale zwiększyć przychody o 13%, do 13,7 mld USD. - Firma ma kilka produktów w skali światowej, które są bardzo dobrze promowane i pozwalają zwiększać sprzedaż - zauważają analitycy. W pewnym stopniu dobre wyniki P&G są też zasługą ruchów na rynku walutowym, gdzie dolar osłabił się względem euro. Kolejny kwartał, jak mówią prognozy koncernu, ma mu przynieść zwiększenie sprzedaży o 5%, do 7%.
Natomiast Unilever większy zysk zawdzięcza tylko cięciu kosztów, bo jego przychody spadały już drugi kwartał z rzędu. Choć firma dysponuje arsenałem 400 flagowych marek (odpowiadających za 95% całej sprzedaży), w tym tak dobrze rozpoznawalnych jak Knorr czy Dove, musi ciąć ceny, bo rośnie presja konkurentów. Dodatkowo koncernowi nie sprzyja fakt, że konsumenci w Europie Zachodniej ciągle czekają na poprawę sytuacji gospodarczej i nie chcą zwiększać wydatków. Przychody Unilevera w III kwartale skurczyły się przez to o 8%, do 10,3 mld euro (12,9 mld USD).
Odmienne nastroje widać też wśród akcjonariuszy obu firm. Papiery P&G zdrożały w tym roku prawie o 7%, podczas gdy akcje Unilevera przeceniono już o ponad 13%.