Parlamentarzyści z entuzjazmem przyjęli decyzję Portugalczyka o wycofaniu propozycji składu nowej Komisji. Podjął ją w ciągu jednej nocy, tuż po wtorkowej debacie w Parlamencie i po indywidualnych rozmowach z różnymi grupami politycznymi. Barroso uznał, że gdyby odbyło się głosowanie, rezultat nie byłby dla niego pozytywny. Szanse na poparcie zmalały razem z negatywną oceną, jaką niektórzy z obecnych kandydatów na fotel komisarza, otrzymali od parlamentarzystów po przesłuchaniach na początku października. Jak zakomunikował Barroso, potrzeba więcej czasu, by przeanalizować tę sytuację. Nie chce jednak spekulować, czy zastąpi stwarzających problemy kandydatów nowymi, czy tylko przydzieli im inny zakres obowiązków. Chodzi głównie o Włocha Rocco Buttiglione, mającego objąć tekę komisarza ds. sprawiedliwości, wolności i bezpieczeństwa. Oburzył on eurodeputowanych swoimi poglądami na temat rodziny i homoseksualizmu. Wśród innych kandydatów, wobec których członkowie Parlamentu Europejskiego mają wątpliwości, znaleźli się Holenderka Neelie Kroes, Węgier Laszlo Kovacs i Łotyszka Ingrida Udre. - Nie mogę podać nazwisk osób, z którymi przeprowadzę teraz rozmowy. Mogę jedynie powiedzieć, że na pewno skonsultuję się z Radą Unii Europejskiej, by wysłuchać jej opinii - oświadczył Barroso.

Wiele wskazuje na to, że nowa Komisja nie rozpocznie urzędowania zgodnie z planem, tj. 1 listopada. Urzędujący obecnie szef KE Romano Prodi odpowiedział pozytywnie na prośbę premiera Holandii i przewodniczącego Rady UE, Jana Petera Balkenende, by pozostał razem ze swoimi komisarzami na stanowisku, dopóki nowa Komisja nie rozpocznie oficjalnie działalności.

(Bruksela)