Reklama

Niepewność trwa

Obniżka ceny ropy naftowej dała amerykańskim parkietom impuls do odrobienia dużej części strat z ostatnich trzech tygodni. Poprawę notowań zastopowało zaostrzenie polityki pieniężnej w Chinach. Jednocześnie część inwestorów przed wyborami prezydenckimi przyjęła postawę wyczekującą, obawiając się podobnych problemów z wyłonieniem zwycięzcy, jak cztery lata temu.

Publikacja: 30.10.2004 08:14

Ostatni tydzień potwierdził, że amerykański rynek akcji wciąż pozostaje w trendzie bocznym. W przypadku S&P 500 kupujący mobilizują się, kiedy indeks dociera w rejon 1080 pkt, z kolei podaż uaktywnia się w okolicy 1140 pkt. Taki pat trwa od początku roku i na razie nie widać czynników mogących zmienić tę sytuację. Co ciekawe, tym razem po odbiciu od 1140 pkt inwestorzy postanowili nie czekać na spadek do 1080 pkt - popyt pojawił się przy 1090 pkt. Wyzwolił go spadek ceny ropy. W ostatnim tygodniu poszła w dół o ok. 10%.

Trudności interpretacyjne

Inwestorzy mają jednak duże problemy z jednoznaczną interpretacją napływających informacji. Sądząc po dość niewielkim spadku kursów spółek paliwowych w ostatnim tygodniu, wciąż przeważają oczekiwania, że ropa będzie dalej drożeć. Zauważmy jednocześnie, że ceny tej grupy akcji pozostają na poziomie z połowy września, choć ropa wciąż kosztuje 20% więcej niż półtora miesiąca temu. To odzwierciedla obawy związane z negatywnym wpływem drogich paliw na koniunkturę gospodarczą.

Podobne problemy z odczytaniem wpływu na przyszłą koniunkturę na rynkach finansowych obserwowaliśmy w przypadku czwartkowego zaostrzenia polityki pieniężnej w Chinach. Z jednej strony, można powiedzieć, że inwestorzy w zasadzie od wiosny wliczali w cenę spowolnienie chińskiej gospodarki, a właśnie taki cel przyświecał podniesieniu stóp procentowych. Z drugiej, niemała jest grupa analityków, która wierzyła w możliwość uniknięcia takiej decyzji. Potwierdza ona determinację chińskich władz przy sprowadzaniu tempa wzrostu PKB do 7-8% z obecnych ponad 9%.

To doprowadziło do wyprzedaży na rynkach towarowych. Ucierpiał również dolar, ale już akcje i obligacje nie zareagowały na podwyżkę stóp w Chinach.

Reklama
Reklama

Gra nastrojów

Wygląda na to, że inwestorzy na tych rynkach muszą spokojnie "przetrawić" tę informację. Jej interpretacja będzie na razie bardziej zależała od aktualnych nastrojów niż realnego wpływu na największe gospodarki świata.

Rzeczywiście, wpływ droższego pieniądza w Chinach na notowania amerykańskich papierów skarbowych nie jest jednoznaczny. Wyższe stopy procentowe zmniejszyły dysproporcję pomiędzy oprocentowaniem dolarowego depozytu w Chinach i takiej samej lokaty złożonej w USA. To może przełożyć się na zwiększony napływ kapitału do Państwa Środka. Konsekwencją tego byłby dalszy wzrost rezerw walutowych, z których prawie jedna trzecia jest lokowana w amerykańskie obligacje. To korzystnie wpływałoby na ich ceny obligacji.

Jest jednak i przeciwny wariant. Wśród inwestorów może pojawić się przekonanie, że o ile ostrzejsza polityka monetarna nie da wyraźnych efektów, to chińskie władze zdecydują się jednak na rewaluację juana, która zmniejszyłaby konkurencyjność eksportu z tego kraju. Wpływ takiej decyzji na ceny amerykańskich aktywów wydaje się bardziej jednoznaczny. Odpływ dużego kapitału z Chin, który został tam ulokowany właśnie w nadziei na zyski ze zmiany parytetu wymiany juanów na dolary, powodowałby spadek rezerw dewizowych, a to groziłoby zwiększoną podażą papierów skarbowych USA. W takim wypadku rosłaby ich rentowność (zmieniająca się w przeciwnym kierunku niż ceny), czyniąc giełdy akcji mniej atrakcyjnym miejscem do lokowania środków. Oczywiście, wariant zakładający wzmożony napływ kapitału do Chin w krótkim terminie byłby dla parkietów korzystny.

Gdzie tu konsekwencja?

Część inwestorów może czuć się skonsternowana tym, że w obawie przed dalszym spowolnieniem chińskiej gospodarki spadły ceny towarów, a kursy akcji pozostały bez zmian, chociaż mniejsze tempo wzrostu PKB w Chinach jest niekorzystne także dla amerykańskich spółek. Właśnie kwestie związane z zachowaniem rynku obligacji w Stanach Zjednoczonych (na który wpływają przecież nie tylko doniesienia z Chin) mogą tłumaczyć taką niekonsekwencję.

Reklama
Reklama

Pozostaje jeszcze kwestia dolara, dla którego najważniejsze są sprawy związane z deficytem handlowym. Słabszy wzrost gospodarczy w Chinach to mniejszy eksport do tego kraju i dalsze narastanie nierównowagi w wymianie. Z drugiej strony, tańsza ropa będzie oddziaływać w przeciwnym kierunku (jej udział w amerykańskim imporcie przekracza 7%) i jednocześnie wspomagać koniunkturę gospodarczą w USA. Pamiętajmy przy tym, że deprecjacja dolara w ostatnich dwóch latach to jeden z głównych powodów rekordowych cen na rynkach towarowych.

Złożenie wszystkich wniosków płynących z rynków finansowych po decyzji chińskiego banku centralnego w jednoznaczną całość nie jest proste. Dlatego podwyżka stóp w Chinach może nie mieć bezpośredniego wpływu na kierunek notowań w najbliższych tygodniach, ale zwiększyć niepewność odnośnie do przyszłej koniunktury. Najbliższe dni zostaną natomiast zdominowane przez zaplanowane na najbliższy wtorek wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama