Ostatni tydzień potwierdził, że amerykański rynek akcji wciąż pozostaje w trendzie bocznym. W przypadku S&P 500 kupujący mobilizują się, kiedy indeks dociera w rejon 1080 pkt, z kolei podaż uaktywnia się w okolicy 1140 pkt. Taki pat trwa od początku roku i na razie nie widać czynników mogących zmienić tę sytuację. Co ciekawe, tym razem po odbiciu od 1140 pkt inwestorzy postanowili nie czekać na spadek do 1080 pkt - popyt pojawił się przy 1090 pkt. Wyzwolił go spadek ceny ropy. W ostatnim tygodniu poszła w dół o ok. 10%.
Trudności interpretacyjne
Inwestorzy mają jednak duże problemy z jednoznaczną interpretacją napływających informacji. Sądząc po dość niewielkim spadku kursów spółek paliwowych w ostatnim tygodniu, wciąż przeważają oczekiwania, że ropa będzie dalej drożeć. Zauważmy jednocześnie, że ceny tej grupy akcji pozostają na poziomie z połowy września, choć ropa wciąż kosztuje 20% więcej niż półtora miesiąca temu. To odzwierciedla obawy związane z negatywnym wpływem drogich paliw na koniunkturę gospodarczą.
Podobne problemy z odczytaniem wpływu na przyszłą koniunkturę na rynkach finansowych obserwowaliśmy w przypadku czwartkowego zaostrzenia polityki pieniężnej w Chinach. Z jednej strony, można powiedzieć, że inwestorzy w zasadzie od wiosny wliczali w cenę spowolnienie chińskiej gospodarki, a właśnie taki cel przyświecał podniesieniu stóp procentowych. Z drugiej, niemała jest grupa analityków, która wierzyła w możliwość uniknięcia takiej decyzji. Potwierdza ona determinację chińskich władz przy sprowadzaniu tempa wzrostu PKB do 7-8% z obecnych ponad 9%.
To doprowadziło do wyprzedaży na rynkach towarowych. Ucierpiał również dolar, ale już akcje i obligacje nie zareagowały na podwyżkę stóp w Chinach.