spokojna
Na razie Wall Street
nie przywiązuje większej wagi do przebiegu
kampanii wyborczej.
Dużo ważniejsze dla rynków w USA są np. ceny ropy naftowej.
Jeśli nawet Kerry wygra wybory, to rynek będzie odreagowywał ich rezultat w okresie, w którym tradycyjnie amerykańskie giełdy notują najlepsze wyniki - czyli
w grudniu i styczniu.
Co wybory w USA mogą przynieść globalnej gospodarce...?
Roman Rewald
wiceprezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce,
partner w kancelarii prawniczej Weil, Gotshal & Manges
Różnice w programie ekonomicznym obu kandydatów dotyczą gospodarki amerykańskiej i można mówić jedynie o ich przełożeniu na gospodarkę światową. W przypadku wygranej Kerry?ego za politykę monetarną odpowiadać będzie ekipa na czele z Robertem Rubinem. Są to zwolennicy silnego dolara, inaczej niż obóz Busha.
Nawet jeśli wygra Kerry, nie spodziewam się zasadniczych zmian w polityce dotyczącej Iraku. Prezydent demokratów mógłby dążyć do szybkiej stabilizacji, zwiększając liczbę stacjonujących tam wojsk. Dzięki temu Irak mógłby zwiększyć wydobycie ropy, co uspokoiłoby sytuację na rynku tego surowca.
Gospodarcze efekty wygranej każdego z kandydatów dla Polski? Praktycznie żadne. Znacznie większe znaczenie mają działania poszczególnych koncernów, np. General Electric, który właśnie ogłosił zamiar wielkich inwestycji w Polsce. Polska nie ma listy życzeń wobec amerykańskich prezydentów. A moim zdaniem powinna mieć. Powinna domagać się pieniędzy dla swojej armii i większego poparcia dla inwestycji w polską gospodarkę. Kwestia wiz to sprawa marginalna z ekonomicznego punktu widzenia.
.... i giełdom?
Wojciech Białek
główny analityk SEB TFI
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że przez ostatnie ponad pół wieku, dwa lata po wyborach prezydenckich oznaczało okres stagnacji dla giełd amerykańskich. Średnia stopa zwrotu w tym czasie była bliska zera. Zwyżki obserwowano w latach przedwyborczych.
Jeśli chodzi o tegoroczny wyścig do Białego Domu, giełdy wolałyby Busha. Republikanie, postrzegani jako powiązani z przemysłem (np. wydobywczym), preferują politykę inflacyjną. Oznacza to, że ekipa obecnego prezydenta prawdopodobnie nadal byłaby skłonna zwiększać dług publiczny, by finansować wydatki rządowe. Demokraci, którym przypisywać można większe związki z sektorem finansowym, wyraźnie preferują podnoszenie podatków jako sposób zdobycia dodatkowych dochodów budżetu, co miałoby konsekwencje raczej deflacyjne. A akcje generalnie lubią inflację, odwrotnie niż dolar. Ponadto można sobie wyobrazić, że zwiększając obciążenia fiskalne, obóz Kerry?ego podniesie podatki od zysków kapitałowych. Jeśli tak by się miało stać, część inwestorów może chcieć wcześniej zrealizować zyski.
W ostatnich tygodniach średnia przemysłowa Dow Jonesa notowała 10-miesięczne minimum. Gdyby zwycięstwo przypadło Bushowi - i byłoby jednoznaczne, nie dające się kwestionować z przyczyn formalnych - można liczyć na krótką, szybką zwyżkę w okolice szczytów z początku tego roku.
Zarządzający pieniędzmi stawiają na Busha
85% osób zarządzających pieniędzmi na Wall Street wierzy w wyborcze zwycięstwo George?a W. Busha. Większość ankietowanych z optymizmem wypowiada się o perspektywach dla rynków kapitałowych w USA.
Sondaż przeprowadzony na zlecenie tygodnika "Barron?s" zaledwie na tydzień przed wyborami wskazuje na to, że giełdowe wskaźniki przez najbliższych 8 miesięcy będą pięły się w górę. W ankiecie wzięli udział menedżerowie zarządzający pieniędzmi z firm proponujących różne style inwestowania i o różnych portfelach.
Ponad 56% badanych określa swoje oczekiwania jako "bycze" i "bardzo bycze". Dow Jones Industrial Average powinien do końca roku dojść do poziomu 10 724 pkt, a do 30 czerwca osiągnąć wartość 11 162 pkt. Ostatni giełdowy dołek spowodował jednak, że menedżerowie obniżyli oczekiwania. Sześć miesięcy temu średnia prognoza dla wskaźnika Dow Jones na koniec bieżącego roku wynosiła 11 042 pkt.
Siłami napędzającymi hossę mają być spadające ceny ropy naftowej i ponowne zwycięstwo wyborcze prezydenta Busha. W taki wynik listopadowego głosowania nie wątpi ogromna większość zarządzających.
Wśród najbardziej interesujących spółek menedżerowie wymieniali przede wszystkim: firmę górniczą Newmont Mining, giganta finansowego Citigroup, konglomerat General Electric, producenta farmaceutyków Pfizera, największego na świecie dostawcę mikroproce