Zwycięzca wtorkowych wyborów prezydenckich będzie musiał w ciągu swojej kadencji podjąć decyzję o obsadzeniu stanowiska prezesa Rezerwy Federalnej. Na tę informację czekają z niecierpliwością rynki na całym świecie.

Obecny prezes Fed, 78-letni Alan Greenspan, kierujący Fed od 1987 r., zamierza odejść ze stanowiska wraz z wygaśnięciem kadencji w styczniu 2006 r. Za 14 miesięcy nadzór nad polityką pieniężną USA będzie sprawował więc ktoś nowy. Na Wall Street wśród najpoważniejszych kandydatów wymienianych jest kilka osób, a decyzja zostanie podjęta najprawdopodobniej dużo wcześniej, aby zapobiec wahaniom na rynkach finansowych.

Wszystko wskazuje na to, że wybory wygrał George Bush. Wśród republikanów najczęściej mówi się o byłych szefach rady doradców ekonomicznych Białego Domu Glennie Hubbardzie oraz Martinie Feldsteinie. W przypadku zwycięstwa Johna Kerry?ego za najpoważniejszych kandydatów uznawano byłych sekretarzy skarbu Roberta Rubina oraz Lawrence?a Summersa. Czarnym koniem demokratów był także Stanley Fisher, który przez wiele lat piastował lukratywne stanowiska w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.

Żaden z potencjalnych kandydatów nie potwierdził oficjalnie zainteresowania objęciem stanowiska w Rezerwie Federalnej. Według agencji Reutera, możliwe jest więc także, że kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych będzie szukał następcy prezesa Fed wśród obecnych szefów Rezerwy Federalnej. Są to w przypadku Busha - Ben Bernake i Robert McTeer. Większość z nich kieruje lub kierowała lokalnymi oddziałami Fed. Nominacja "insidera" byłaby jednak dość niezwykłą decyzją personalną w dotychczasowej historii amerykańskiego banku centralnego.