W ustawie, wprowadzającej ustawę o swobodzie gospodarczej, zawarto zmiany w ordynacji podatkowej. Wśród nich były zapisy dotyczące wiążącej interpretacji podatkowej. Chodzi o to, że ktoś, kto poprosi urzędników fiskusa o wykładnię prawa podatkowego i się do niej zastosuje, nie może być karany. Tyle że - jak uważa wiceminister finansów Jarosław Neneman - posłowie, którzy te przepisy uchwalali, nieco przesadzili.
Sprawa dla Trybunału?
Zgodnie z tymi przepisami - które mają wejść w życie od początku przyszłego roku - o wiążącą wykładnię może wystąpić każdy, nawet w najdrobniejszej sprawie. Jeśli urzędnik wyda decyzję pozytywną dla podatnika, ten zapłaci fiskusowi mniej. I to nawet wtedy, gdy urzędnik się pomyli. Poza tym - nawet jeśli się zmienią przepisy, interpretacja będzie obowiązywać nadal - i to do niej, a nie do zapisów ustawowych, będzie się mógł stosować podatnik.
Ustawa przewiduje też sytuację, w której podatnik prosi o wykładnię, wskazując swoje rozumienie sytuacji, a urzędnicy przez 3 miesiące nie udzielą odpowiedzi. Wówczas podatnik może zastosować te rozwiązania, które zaproponował w liście do urzędu skarbowego. Nawet, jeśli będą one skrajnie niekorzystne dla budżetu.
- To grozi skargami do Trybunału Konstytucyjnego, jako że o wysokości podatków powinny decydować ustawy, a nie urzędnicy w swoich interpretacjach - powiedział wiceminister finansów Jarosław Neneman. - Poza tym urzędnicy będą bali się wydawać interpretacje korzystne dla podatnika, więc będą proponować rozwiązania gorsze. To spowoduje mnóstwo odwołań, co z kolei zatka najpierw urzędy skarbowe, a potem sądy.