Reakcja Komisji Papierów Wartościowych i Giełd była błyskawiczna - poinformowała odpowiedni urząd, który zabezpieczył rachunki maklerskie osób, które osiągnęły tego dnia największe zyski. Stowarzyszenie rozpoczęło zbieranie zgłoszeń od poszkodowanych. Doszło do rozmów z Domem Maklerskim, który w końcu wycofał się z deklarowanych wcześniej chęci dojścia do ugody z poszkodowanymi. Jednocześnie Stowarzyszenie szukało najlepszej oferty prawnej do reprezentacji przed sądem. Poszkodowani rozpoczęli zbieranie dokumentów potwierdzających poniesione szkody. Niestety, koniec końców, nie udało się zebrać roszczeń w minimalnej, wymaganej przez kancelarię wysokości. W takim razie, nawet tych 50 z ponad 300 poszkodowanych utraciło szansę na reprezentację przed sądem przez prawników.
Przewodniczący pomaga akcjonariuszom 4Media
Postanowiliśmy zatem pójść tropem, jaki zaproponował poszkodowanym akcjonariuszom spółki 4Media ówczesny przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd Jacek Socha. Poszkodowani akcjonariusze mogli być reprezentowani przez przewodniczącego przed sądem w sprawie przeciwko szefom spółki, których działania były przyczyną strat jej udziałowców. Czteromediowcy mogli i skorzystali z takiej możliwości. W końcu września br. do sądu wpłynął pozew. Z rozmów z poszkodowanymi wynika, że co najwyżej kilku zdecydowałoby się na samodzielne skorzystanie z drogi prawnej.
Akcjonariusze spółki 4Media nie liczą zbytnio na uzyskanie odszkodowania - ich motywacją przystąpienia do pozwu jest przede wszystkim uzyskanie satysfakcji moralnej, tj. przyczynienia się swoimi zeznaniami do skazania winnych przez sąd. Jeśli przewodniczący nie skorzystałby ze swoich uprawnień prokuratora, do sądu wystąpiłoby co najwyżej kilka wspomnianych osób. Niebagatelne znaczenie miało również zwolnienie z kosztów sądowych. Do sprawy przystąpiło około 100 inwestorów, mimo że akcjonariuszy spółki było zapewne więcej, a ponad 200 skontaktowało się ze Stowarzyszeniem.
Dlaczego kontraktowcy liczą na bis?