Niezłe wyniki za trzeci kwartał największych spółek nie są wystarczającą zachętą do kupowania ich akcji - wynika z przebiegu ostatnich sesji. Wprawdzie we wtorek udało się obronić wsparcie na 1800 pkt, ale przewaga popytu w środę była niewielka. Zakładam, że rezultaty za pierwsze dziewięć miesięcy zostały już przez analityków "przetrawione", a spółki dostały nowe wyceny. Wygląda na to, że z punktu widzenia analizy fundamentalnej na rynku nie zaszły większe zmiany. Giełda dyskontuje przyszłość i wyniki za dawno zakończony trzeci kwartał nie mają żadnego znaczenia - może ktoś zauważyć. Często jednak rezultaty publikowane przez spółki tak znacznie różnią się od szacunków analityków, że mogą istotnie wpływać na kursy.

Od początku października, czyli od pierwszego nieudanego ataku na kwietniowy szczyt, WIG20 znajduje się w trendzie bocznym. Zestawienie spółek wchodzących w skład indeksu, którym udało się pokonać analogiczny opór, nie wygląda zachęcająco. Z reguły bowiem, po wybiciu ponad kwietniowy szczyt, kontra podaży była dostatecznie silna, żeby powstały w ten sposób sygnał kupna anulować. Przykładem może być BPH, Agora i - najbardziej jaskrawym - KGHM.

Odbicie od wsparcia na 1800 pkt jest na razie dość mizerne. A była szansa na znacznie większe. Niedługo po otwarciu notowań indeks miał już 1838 pkt, ale zakończenie sesji wypadło 15 punktów niżej. Nie jest wykluczone, że już dziś popyt po raz kolejny będzie musiał bronić wsparcia. Przed wybiciem z konsolidacji w dół ostrzega rozkład obrotów. Znamienne jest, że sierpniowo-październikowa zwyżka odbywała się przy przeciętnej aktywności inwestorów. Dopiero kiedy rynek stanął w miejscu wartość wymiany zaczęła gwałtownie rosnąć (nie uwzględniając walorów PKO BP). Choć ledwo minęła połowa miesiąca widać już, że obroty będą najwyższe przynajmniej od grudnia 2000 r. Kluczowe pytanie brzmi - czy wysokie obroty po wzroście notowań to dystrybucja akcji z silnych rąk do słabych, czy raczej akumulacja?