Trudno oceniać taką sesję, bo żadna ze stron nie zadała decydującego ciosu. Poranny wzrost był wynikiem odreagowania po odbiciu od linii trendu, a popołudniowe minima trochę sztucznie zostały wymuszone przez kontrakty, choć to akurat trochę daje do myślenia. Bardzo agresywna ucieczka z rynku długich pozycji (liczba otwartych pozycji w kilkanaście minut spadła o prawie 1000 szt.) bez wyraźnego sygnału z rynku kasowego lub zachodnich parkietów wskazuje na przekonanie któregoś z dużych inwestorów o kontynuacji spadku. Spiskowych teorii dziejów mnożyć nie lubię, ale wczoraj oglądaliśmy bardzo nietypowe zachowanie kontraktów i przypadku w tym na pewno nie było. Jeśli na kolejnych sesjach długie pozycje tak agresywnie dużymi zleceniami będą ewakuować się z rynku, to niezależnie od giełdowych nastrojów oczekiwałbym dalszych zniżek. Choć panuje powszechne przekonanie, że rynek terminowy myli się w wyprzedzaniu indeksu, to nie dotyczy to z reguły sytuacji, gdy pojawia się na nim tak duży i odważny spekulant.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że wyciąganie wniosków z takiego zachowania rynku jest zawsze bardzo niebezpieczne. Jeśli z dystansem spojrzymy na przebieg notowań, to większość sesji upłynęła przecież w konsolidacji i nawet ogromne obroty nie mogą być tutaj wskazówką dla dalszego trendu. Na razie rynek jest w równowadze.
Podpowiedzią i zachętą dla byków równie dobrze może być wczorajsza świetna aukcja obligacji, po której można również spekulować, że trwa właśnie wymiana między robiącymi miejsce na PKO BP funduszami krajowymi a zagranicznymi inwestorami (patrz umocnienie złotego - właśnie efekt aukcji obligacji), którzy wciąż do nas wchodzą drzwiami i oknami. Nudno więc nie jest - nie może być przy takich obrotach - ale trzeba poczekać na jakiś wyraźniejszy impuls.