Jak pokazało doroczne badanie "Affluent Market Research Program", majątkiem przekraczającym magiczną dla niektórych barierę miliona dolarów (nie licząc wartości głównej siedziby) dysponuje w tej chwili 8,2 mln gospodarstw domowych w USA. Stanowią one 7% wszystkich. W zeszłym roku kryteria sondażu spełniało 6,2 mln amerykańskich domostw, co oznacza, że przez rok liczba milionerów za Atlantykiem zwiększyła się o 33%.
W takim tempie liczba milionerów nie rosła nigdy w historii sondażu, który TNS, jedna z największych na świecie firm specjalizujących się w badaniu opinii publicznej, przeprowadza rokrocznie od 23 lat. Rok temu odnotowano wzrost o 13%. - Podczas gdy w zeszłym roku za wzrost w największym stopniu odpowiadały inwestycje w nieruchomości, teraz najlepsze rezultaty dało długoterminowe podejście do inwestowania w akcje - komentuje Jeanette Luhr, odpowiedzialna za projekt.
Luhr podkreśla, że wśród milionerów aż połowę stanowią emeryci, którzy mają szczególnego nosa, jeśli chodzi o lokowanie pieniędzy. Wyniki sondażu mówią, że 48% badanych gospodarstw wykazało jedynie kosmetycznie zmiany w podejściu do lokowania pieniędzy od załamania na rynku akcji sprzed kilku lat. 46% określiło zaś swoją postawę jako "obserwuj i czekaj", co w rzeczywistości polega na dokonywaniu w portfelach niewielu zmian. - Przeciętny inwestor mógłby wyjść z rynku po 11 września, ale gospodarstwa milionerów pozostały w grze, pozwalając, aby ich inwestycje odzyskały wartość z biegiem czasu - mówi Luhr. Taka taktyka opłacała się. W okresie czerwiec 2003 r. - czerwiec 2004 r. (w tych miesiącach były przeprowadzane sondaże) indeksy amerykańskich giełd szybko poszły w górę. Wskaźnik technologicznego rynku Nasdaq zyskał 25%, średnia przemysłowa Dow Jones wzrosła o 15%, a S&P 500 zanotował zwyżkę o 16%.