Piątkowe notowania potwierdzają przypuszczenia, że sygnały kupna, jakie pojawiły się na wykresach amerykańskich indeksów, mogą okazać się fałszywe. Chodzi przede wszystkim o przełamanie przez S&P 500 szczytu z początku roku, co dla optymistów może oznaczać początek nowej trwałej tendencji zwyżkowej. Indeks jednak nie dał rady przebić się przez barierę na 1180 pkt, gdzie wypadają górki z przełomu 2001 r. i 2002 r. oraz 61,8-proc. zniesienie bessy. Teraz można spodziewać się powrotu S&P 500 w rejon 1160 pkt. W zależności od tego, jak zachowa się na tej wysokości, będzie zależeć ocena ostatniego wzrostu - w przypadku zejścia poniżej tego poziomu będzie można mówić o fałszywym wybiciu w górę, które mogłoby się ostatecznie stać ostatnim akcentem hossy, rozpoczętej na wiosnę 2003 r.
Symptomatyczna była piątkowa reakcja na ostrzeżenia A. Greenspana. W dół poszły notowania akcji, dolara oraz obligacji. To potwierdza, że w obecnie to notowania amerykańskiej waluty mogą być najbardziej przydatne do oceny przyszłej koniunktury na innych rynkach. Deprecjacja dolara jest pochodną nierównowagi w gospodarce USA. Likwidowanie tej nierównowagi odbędzie się zapewne kosztem dynamiki rozwoju Stanów Zjednoczonych, co w konsekwencji odbije się na wzroście gospodarczym na całym świecie. Spadający dolar będzie utrzymywał presję inflacyjną w USA, co odbije się na kształcie polityki monetarnej. Może się okazać, że rachuby dotyczące tempa wzrostu stóp procentowych okażą się zbyt łagodne i ostatecznie cena pieniądza zacznie szybciej rosnąć.
Z punktu widzenia analizy technicznej najbardziej niepokojąca jest negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Ostatnim razem na wykresie S&P 500 pojawiła się ona w pierwszej połowie 2000 r. trafnie przestrzegając przed zakończeniem hossy. To wskazuje, że szanse na wyjście ponad 1180 pkt są obecnie niewielkie. Natomiast nie musi to od razu oznaczać rozpoczęcia silnego spadku. W 2000 r. od utworzenia się negatywnej dywergencji do rozpoczęcia przeceny minęło jeszcze kilka miesięcy.