Jesteśmy w Europie, wbrew wszystkiemu i mimo wszystko - oznajmił wczoraj w swoim komentarzu na łamach PARKIETU Marek Zuber. Autor dostrzega nasze nadwiślańskie bagno, czuje smród dochodzący z wielu kątów, zauważa brudną wydzielinę wylewającą się z gabinetów na najwyższych szczeblach władzy. Nie popada jednak w jakiś defetystyczny nastrój. Wręcz przeciwnie - z jego tekstu wieje "bagiennym optymizmem".
Marek Zuber, główny ekonomista TMS, wskazuje, że rynek niewiele sobie robi z korupcji, afer, złodziejstw, niejasnych powiązań na szczeblu władzy politycznej z biznesem... Pokazuje, że mimo wszystko indeksy giełdowe nie dołują, nowe emisje cieszą się zainteresowaniem inwestorów, złoty drożeje, obligacje skarbowe sprzedają się w zasadzie bez większych problemów. Nie martwmy się! - nawołuje komentator.
Przyznam, że choć destrukcyjno-pesymistyczny stosunek do życia jest nie w moim stylu, to jednak ów hurraoptymizm i niesłabnąca wiara w coraz lepsze jutro bijące z tekstu Marka Zubera są mi obce. Trochę mu zazdroszczę, bo łatwiej się żyje z niesłabnącą nadzieją. A moja nadzieja, co do przyszłości mojego kraju, trochę ostatnimi czasy przygasa. Bo nawet jeżeli póki co gospodarcze fundamenty są dobre, to wcale nie oznacza to, że pojutrze nic się nie zmieni. Uważam bowiem, że do europejskości (zbudowanej na greckim poczuciu piękna, logice rzymskiego prawa i filozofii chrystianizmu) ciągle nam daleko. A kto wie, czy ostatnio nawet nie oddalamy się od niej. Jeżeli bowiem Senat wybiera do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Ryszarda Sławińskiego (weryfikatora z czasów stanu wojennego), jeżeli europejską Polskę w europejskim parlamencie reprezentują na przykład Ryszard Czarnecki czy Bogdan Pęk, to... A zresztą te przykłady to małe, lekko kwaśne piwo w porównaniu z wieloma innymi dokonaniami członków rządzącej dzisiaj lewicy. W tym miejscu nie ma sensu podawać szczegółów, bo wszyscy je znamy.
Czyszczenie brudów trwa. Wątpię jednak, by udało się owo czyszczenie zakończyć pełnym sukcesem. Po prostu nie wierzę, by ekipa rozdająca większość kart na polskiej scenie politycznej (pośrednio, niestety, też na gospodarczej) odpuściła i ot tak, bez walki oddała lejce do polskiego powozu komu innemu. Chłopcy będą walczyć. Będą gryźć, kopać... Oj, doświadczenie w tym mają (i to niekoniecznie po Dzierżyńskim). Taka sytuacja nie może pozostać bez wpływu na owe wspomniane wcześniej dobre fundamenty. Bo Polska ciągle jest - jak ktoś kiedyś powiedział - takim krajem na wschód od Zachodu i na zachód od Wschodu. W geograficznym rozumieniu, to i owszem jest jeszcze (już) Europa. W wymiarze mentalnym to jednak coś zupełnie innego. Dlatego czekają nas - niestety - nadal "ciekawe" czasy. Chciałbym się mylić, ale coś mi mówi, że geszeft ciągle będzie trendy. A tym samym podduszać będzie i Kowalskiego, i rynek, i Rzeczpospolitą.