Za jeden papier Jukosu na otwarciu notowań na moskiewskiej giełdzie Micex płacono 44,22 rubla, co oznaczało spadek notowań o 38%. Później kurs dalej szukał dna, spadając poniżej 38 rubli. W trakcie sesji handel przerywano, żeby zrównoważyć rynek.
Obrót akcjami największego rosyjskiego koncernu naftowego był zawieszony od piątku. W trakcie tamtej sesji papiery staniały aż o 29% po tym, jak rynek obiegła informacja, że rosyjskie władze skarbowe zgłosiły wobec spółki kolejne żądania. Z tytułu niezapłaconych w zeszłym roku podatków Jukos ma uiścić 5,85 mld USD. Łącznie z wcześniejszymi roszczeniami za poprzednie lata, suma zobowiązań koncernu wobec fiskusa przekroczyła już 20 mld USD.
Na poczet długów władze federalne chcą sprzedać największe należące do Jukosu zakłady wydobywcze w Nieftiejugańsku, odpowiadające za 60% wydobycia całej grupy. W piątek Fundusz Majątku Narodowego poinformował, że przetarg odbędzie się 19 grudnia, a cena wywoławcza wyniesie 8,6 mld USD.
Inwestorzy obawiają się, że przy tak niskiej cenie wywoławczej licytacja może nie przynieść kwoty wystarczającej na pokrycie długów Jukosu i konieczna będzie wyprzedaż kolejnych aktywów. Według niektórych analityków, zakłady w Nieftiejugańsku są warte nawet 20 mld USD. Na spadek notowań Jukosu w pewnym stopniu mogło też wpłynąć obniżenie we wtorek rekomendacji dla spółki przez amerykański dom maklerski Merrill Lynch. Wcześniej analitycy Merrilla rekomendowali kupowanie papierów rosyjskiego koncernu, teraz zalecają neutralność.
Po wczorajszej przecenie kapitalizacja Jukosu spadła poniżej 4 mld USD. Jeszcze w marcu, zanim fiskus zaczął zgłaszać wobec spółki roszczenia, rynek wyceniał ją ponad dziesięć razy wyżej. W opinii obserwatorów ofensywa przeciwko Jukosowi jest sterowana przez Kreml, który postawił sobie za cel wyeliminowanie z życia publicznego Michaiła Chodorkowskiego, największego udziałowca koncernu. Chodorkowski od ponad roku przebywa w areszcie.