W przypadku Betacomu wyższy wolumen zdarzył się tylko podczas debiutu na początku marca. Wtedy akcji w umówionych transakcjach pozbywał się jeden z głównych udziałowców - spółka ATI. Przejęli je inwestorzy finansowi, dla których zabrakło papierów sprzedawanych przez Betacom w ofercie publicznej. Redukcja w transzy inwestorów indywidualnych przekroczyła wówczas 90%. Akcje sprzedawane po 28 zł zadebiutowały po 35,1 zł.
Kolejne miesiące upływały pod znakiem powolnego osuwania się kursu. Trend spadkowy trwał aż do środy 24 listopada, kiedy wycena obniżyła się do zaledwie 10,15 zł. Dwie następne sesje przyniosły gwałtowną zmianę klimatu wokół Betacomu. Kurs wystrzelił w górę i zatrzymał się na poziomie 15,3 zł. - Nie wiem, dlaczego nasze notowania tak szybko rosną - przyznał Mirosław Załęski, prezes Betacomu. - Myślę, że jest to odreagowanie wcześniejszych przecen, które naszym zdaniem nie miały usprawiedliwienia w fundamentach spółki - podsumował.