Ubiegły tydzień, a przynajmniej jego pierwsza połowa, w doskonały sposób pokazała, że bez zagranicznego kapitału możemy zapomnieć nie tylko o wzroście, ale też o większej płynności na rynku. Sesje przebiegały w bardzo sennej atmosferze pod dyktando niedźwiedzi. Przy bardzo pasywnym kupnie w środku tygodnia WIG20 wylądował nawet poniżej 1800 punktów. W dalszym ciągu skuteczne jest sprzedawanie futures powyżej 1800 punktów i odkupywanie niżej. Ten zadziwiająco prosty schemat grania sprawdza się, więc jest coraz większa chęć do sprzedawania futures, stąd mamy do czynienia z ujemną bazą pomiędzy WIG20 a kontraktami. Paradoksalnie, ta zadziwiająca zgodność rynku, że wzrost mamy już za sobą (co najwyżej podbijemy się do szczytu), nie działa na korzyść niedźwiedzi. Wprawdzie "technicy" zacierają ręce, gdyż rynek wygląda dość kiepsko, szczególnie że ostatnie odbicie odbywa się przy niższych obrotach, to jednak nie lekceważyłbym zachodniego kapitału, który nie tak dawno agresywnie kupował akcje. Jak wiemy z historii, nasze "kreski" ich nie interesują.
Listopad upływa pod dyktando ofert na rynku pierwotnym. Coraz więcej firm próbuje wykorzystać dobrą koniunkturę na giełdzie, by pozyskać nowy kapitał na inwestycje. Inwestorzy zachęceni dużymi zyskami z akcji PKO BP kupują wszystkie nowe emisje jak leci, często nie wiedząc, czym dana firma się zajmuje. Bańka mydlana musi w końcu pęknąć, tym bardziej że spółki z rynku pierwotnego wyceniają się dość często drożej niż ich konkurenci notowani na warszawskim parkiecie. To, że olbrzymie redukcje nie gwarantują pewnego zysku na debiucie, mamy okazję oglądać. Akcje Pekaesu tylko przez moment były na plusie, kończąc swoje notowania poniżej ceny emisyjnej.
Zwróć uwagę:
Millennium - posiadany pakiet akcji PZU zyskuje na atrakcyjności. Sprzedaż akcji może przynieść spółce niezły profit.
Unikaj: