Inwestorzy na wczorajszej sesji nie skupili swojej uwagi na handlu, lecz na relacji z obrad "orlenowskiej" komisji śledczej. Właściwie przez cały dzień czekano na przesłuchanie Jana Kulczyka. Spodziewano się rewelacji przynajmniej medialnej. Aktywność na rynku nie była duża i na poprawę nie było co liczyć.

Cały dzień okazał się zmarnowany. Mamy bowiem wzrost cen na niskim obrocie. To nie daje żadnych podstaw do dalej idących wniosków, bo z punktu widzenia analizy technicznej niski obrót doskonale osłabia wszelkie sygnały z niej płynące. Na dodatek J. Kulczyk nie zeznawał i właściwie nie wiadomo, czy w ogóle będzie zeznawał. Totalne rozczarowanie.

Aktywność graczy została ograniczona właściwie tylko do jednej godziny. Była nią tradycyjnie pierwsza godzina notowań akcji. W tym czasie kursy wzrosły do poziomów, których przez resztę sesji już nie pokonały. Wahania nie były duże, ale można było być lekkim optymistą, gdyż kursy utrzymywały wysoki poziom, tuż pod dziennymi szczytami. Niestety, końcówka rozwiała nadzieje byków. Spadek cen w ostatniej godzinie handlu potwierdził, że do porannego wzrostu dokonanego na małym obrocie należało podchodzić z rezerwą.

Patrząc na rynek technicznie niewiele się zmieniło. W średnim terminie nadal przebywamy w konsolidacji, a takie sesje jak wczorajsze na pewno nas z niej nie wybiją. Tu potrzebny jest solidny impuls, a tego na razie nie było. Wykreśliliśmy dołek na poziomie średniej kroczącej. Czy to coś znaczy? Jak już pisałem, w konsolidacji właściwie nic. Sugerowanie się teraz średnią kroczącą może przynieść więcej szkód niż pożytku. Za ciekawsze uznałbym zatrzymanie wzrostu w okolicy małej konsolidacji z połowy listopada. Jest ona teraz dla byków sporym problemem, co było widać także wczoraj.