Wczoraj funt osiągnął cenę 1,9288 USD. Od poniedziałku podrożał o prawie 2 centy po wypowiedziach prezesa Banku Anglii Mervyna Kinga. Występując przed jednym z komitetów brytyjskiego parlamentu King stwierdził, że po lekkim spowolnieniu w III kwartale gospodarka na Wyspach znów nabiera impetu.
Obecne notowania brytyjskiej waluty są najwyższe od 12 września 1992 r., zanim Wielka Brytania została zmuszona wycofać się z obowiązującego wówczas w Unii Europejskiej mechanizmu kursowego ERM (notowania walut państw członkowskich były ze sobą powiązane i dopuszczano tylko lekkie odchylenia od parytetu). Decyzja w tej sprawie zapadła 16 września 1992 r., w dzień określany przez obecnego ministra finansów Wielkiej Brytanii Gordona Browna mianem "czarnej środy". Od tamtego momentu funt bardzo szybko osłabił się w stosunku do innych walut. Wobec dolara w ciągu dwóch miesięcy stracił ponad 18%.
Fakt, że w 1992 r. Wielka Brytania nie obroni funta przed deprecjacją, trafnie przewidział miliarder George Soros. Jego fundusz Quantum dzięki inwestycji przeciwko funtowi zarobił wtedy ponad miliard dolarów.
Osiem dni przed opuszczeniem ERM funt kosztował ponad 2 USD, co poprzednio zdarzyło się w 1981 r. Teraz wiele wskazuje, że kurs funta znów może przekroczyć tę psychologiczną barierę. Według Jima O'Neilla, szefa działu badań rynku walutowego z oddziału Goldman Sachs w Londynie, jeszcze przed końcem tego roku za dolara będzie trzeba zapłacić 1,95 USD. - Dla wielu ludzi, szukających alternatywy dla dolara, funt stał się dość atrakcyjny - uważa O'Neill. - Wielka Brytania ma najbardziej stabilną i od strony fundamentalnej najsilniejszą gospodarkę wśród państw G-7 - dodaje. Jako jedyna w tej grupie, w ostatnich pięciu latach Wielka Brytania ani razu nie odnotowała kwartalnego spadku PKB. Dodatkowo dolar słabnie (i nadal ma słabnąć) w stosunku do wszystkich głównych walut, nie tylko funta.