Początek sezonu zimowego na półkuli północnej zwiększył jeszcze bardziej zainteresowanie uczestników rynku naftowego zapasami oleju opałowego w USA. Ich spadek sprawił, że od poprzedniej środy ceny ropy utrzymywały się w Londynie powyżej 44 USD za baryłkę. W poniedziałek dodatkowy impuls do wzrostu notowań dała wiadomość o unieruchomieniu dwóch platform wiertniczych należących do Statoilu. Awaria, spowodowana wyciekiem gazu ziemnego, zmniejszyła bowiem o około 7% dzienne wydobycie norweskiej ropy.
W następnych dniach tendencja zwyżkowa została jednak zahamowana. Przyczyniły się do tego prognozy meteorologiczne zapowiadające w pierwszej dekadzie grudnia wyższe od normalnych temperatury w północnowschodniej części USA, na którą przypada 80% zużycia oleju opałowego w tym kraju.
Spadek cen przyspieszyły opublikowane w środę dane, które wykazały wzrost w zeszłym tygodniu amerykańskich zapasów oleju opałowego o 1 mln baryłek, tj. 2,2%. Był to największy skok od 6 sierpnia.
W Londynie gatunek Brent z dostawą w styczniu staniał wczoraj po południu do 44,32 USD za baryłkę z 45,51 USD w końcu sesji wtorkowej i 44,82 USD w poprzednią środę.
Tymczasem rośnie zainteresowanie zapowiedzianą na 10 grudnia konferencją państw OPEC, dotyczącą limitów wydobycia ropy. Arabia Saudyjska, Nigeria i Wenezuela chcą je utrzymać, aby obniżyć ceny. Natomiast Iran będzie domagał się zmniejszenia wydobycia.